Być może moje słowa będą dla was za bardzo przesadzone, ale NieR: Automata powinna zostać cenionym klasykiem science-fiction, tak jak film 2001: Odyseja kosmiczna lub książkowa saga Diuna. Tak jak wspomniałem wcześniej, akcję osadzono w przyszłości, która nie jest optymistyczna dla wszelkiego stworzenia.
Być albo nie być, oto jest pytanie – po angielsku tekst Szekspira brzmi…? 24 lutego 2018/ Ciekawostki/ Kim był William Szekspir?Małżeństwo z Anne HeathawayPosiadłość za sztukiInni o Szekspirze, autorze słów „być albo nie być oto jest pytanie” Jeden z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej i reformatorów teatru. Poeta narodowy Anglii. Najczęściej cytowany pisarz anglojęzyczny świata. Człowiek, który wprowadził ok. 1600 słów do słownika angielskiego. Twórca takich postaci, jak Romeo i Julia, Makbet, Hamlet, Otello czy wielu innych, które na stałe wpisały się do naszej kultury. Autor słów znanych milionom ludzi na świecie, a brzmiących: „Być albo nie być! Oto już wiesz, że „być albo nie być” po angielsku to „to be or not to be”, a także poznałeś wiele fascynujących informacji i ciekawostek dotyczących jednego z największych pisarzy w historii literatury, być może nadszedł czas i na Twoje prywatne spotkanie z Szekspirem. Zachęcamy!
Wpisz tekst z obrazka. * Anuluj Wyślij. Obiekt. Pobierz opis bibliograficzny. ris BibTeX Pokaż treść Pobierz Być albo nie być. Pismo Oświaty Niezależnej
Być albo nie być O to jest pytanie Być albo nie być Ta myśl uparta Czy godniej z losem Puścić się w taniec Z losem co chowa W rękawie karty Czy też szlachetniej Odważnie stanąć Naprzeciw światu Co nędzą łamie I umrzeć zasnąć Śnić może nawet Być albo nie być O to pytanie Dania jest więzieniem I świat jest więzieniem Pamięć i wspomnienie Miłość i marzenie Umysł jest więzieniem Więzieniem jest mowa Jakie jej znaczenie Słowa słowa słowa Gdyby więc zasnąć Kres kładąc klęskom Które są w życiu Naszym udziałem Byłby to sukces Triumf zwycięstwo Nad duszą gdy się Rozstanie z ciałem Lecz z tamtej strony Nikt nie powrócił Nikt nie wie jakie Sny śnić się mogą I choć nieznane Pociąga kusi To jeszcze bardziej Przejmuje trwogą Dania jest więzieniem I świat jest więzieniem Pamięć i wspomnienie Miłość i marzenie Umysł jest więzieniem Więzieniem jest mowa Jakie jej znaczenie Słowa słowa słowa
Postawę tę najlepiej przedstawiają monologi Hamleta i jego słynne „być albo nie być”. Zasada decorum – czyli odpowiedniości gatunku do stylu. Szekspir łamiąc tę zasadę wprowadził do gatunku wysokiego (czyli dramatu) elementy przypisywane do tej pory gatunkom niskim (np. komedii), takie jak humor, komizm, groteska.
Być albo nie być Lyrics[Refren: Miexon]Jeśli mamy coś zrobić zróbmy to razemJeśli coś udowodnić to udowodnimy rapemJeśli mamy to zrobić to tylko teraz wierz miBo to jest moment który może coś zmienićPozwolić coś na nowo przeżyćTo proste jak w sercach nasze być i nie byćNasze być albo nie być[Zwrotka 1: Miexon]Dziś ta płyta jest dla nas kwestią być albo nie byćZ cały sił każdy z nas wierzy że to jest momentBy to przeżyć zostawić przeszłośćA przyszłość na lepszą zmienićOby tą szansę utrzymać nadal przy sobie obyBo w jeden dzień to wszystko może się skończyćMoże, proszę cię Boże daj siłę znówBy w razie czego wrócić tu i znów usłyszeć tłumDaj siłę by nie zgłupieć i nie rzucać się na każdeKilka stów zrozum rap nie jest źródłem dochoduChcę zarobić jak każdy przecieżBo z wiekiem jak my od życiaTak życie od nas oczekuje więcejTo proste dla mnie każdy dzień to progresI teraz z tego miejsca nie możemy odejśćBo albo my albo ich syf pójdzie w PolskęNikomu nie zazdroszczęTylko troszczę się o siebie i bliskichBo dla nich po wydaniu płyty nie stanę kimś innymWybacz oni wiedzą że tak jak ŻółwTo co teraz mam jest oparte na rymachO to walczę dzisiaj tego nie zmieniszI jeszcze jedno wytwórnia nie ma nic do rzeczyProste proste[Refren: Miexon]Jeśli mamy coś zrobić zróbmy to razemJeśli coś udowodnić to udowodnimy rapemJeśli mamy to zrobić to tylko teraz wierz miBo to jest moment który może coś zmienićPozwolić coś na nowo przeżyćTo proste rap w sercach nasze być i nie byćNasze być albo nie być[Zwrotka 2: Bartosz]Jak robisz coś rób to dobrze jak najlepiejBez kompromisu staram się kiedy da się przecieżOpierając się pokusom nieraz w stresie i wierzęŻe skoro kilka lat już w tym siedzę nie przestanęHiphop umiera parę razy już słyszałemNieźle pojebało kogoś nie wszystkich na szczęścieDla innych zyski znaczą więcej niż za dużoTo być albo nie być dla tych co prawdzie służąA my należymy do nich szczerze mówią wiem dobrzeSą wierni słuchacze do których to dotrzeChoć miewam chwile zwątpienia w was nie zwątpięZawsze kiedy na koncertach widzę kompletWiedz że rozstrzyga się teraz ważna kwestiaByć albo nie być tu własnego miejscaTo dla tych co w tekstach prawdę ceniąI o tych co dla kaprysu się nie zmienią[Refren: Miexon]Jeśli mamy coś zrobić zróbmy to razemJeśli coś udowodnić to udowodnimy rapemJeśli mamy to zrobić to tylko teraz wierz miBo to jest moment który może coś zmienićPozwolić coś na nowo przeżyćTo prosty rap w sercach nasze być i nie byćNasze być albo nie być[Zwrotka 3: 1z2]Stać cię by całe życie urabiać ręce po łokcieBo mnie nie, dla mnie to być albo nie byćW tej grze chcę dać z siebie wszystko to po pierwszeA po drugie zarobić uczciwie odeprzeć agresjęI dobrze wiem że za te słowa nas rozlicząTu się ważą na poważnie losy naszeTu się spełnia jedno z miliona marzeńTo nie blamaż to jest od nas to jest dla wasWeź to za przekaz to rap naprawdęTy na to czekasz ja wiem ile to jest warteMój kodeks moralny zasady nie na handelZa to jestem w stanie ponieść każdą stratęNie dać za wygraną bo życie jest nie fairNie za wszelką cenę osiągnąć swój celMój rap to triumf wolnej myśliMój rap bez uprzedzeń bez nienawiściIdę dalej u mego boku bliscyTo siłę daje jak R A PNie upatruję w tym tylko korzyści to nie dla mnieZanim ubliżysz lepiej się zastanówWiesz ja też nie zdzierżę dłużej tego chłamuBo wszechobecna zazdrość odbiera czasem oddechTo do pewnych spraw mam dystans wiem co jest dobreChoć nie o zyski postęp to proste[Refren: Miexon]Jeśli mamy coś zrobić zróbmy to razemJeśli coś udowodnić to udowodnimy rapemJeśli mamy to zrobić to tylko teraz wierz miBo to jest moment który może coś zmienićPozwolić coś na nowo przeżyćTo prosty rap w sercach nasze być i nie byćNasze być albo nie być
ach, damą być, ach, damą być ah, to be a lady , oh,to be a lady. i na wyspach bananowych dyrdymały śnić! and on the banana islands dream about piffles and unimportant. things! Nie mam serca do czekania, do liczenia, do zbierania, I don't have the heart to wait , Nie, mnie nie zrozumie pan! to count, to collect, Nie mam głowy do posady
VII. — Czy stukałeś w nocy sąsiedzie?... Odpowiedz, proszę... Choć jednem uderzeniem odpowiedz! Muszę wiedzieć koniecznie... Sąsiedzie! sąsiedzie! Bądź dobry! Czy stukałeś w nocy?... Daremnie pytał, daremnie uchem i całem ciałem gorącem do muru przylegał — mur był zimny, niemy i chropawy jak groźny wiszar skalny. Dzień cały chodził Zaremba w kółko po celi, obłędnie... — Więc wszystko było przewidzeniem?!... Więc to to? więc to początek końca?! Stawał u krawędzi zawrotnej otchłani w którą nie miał odwagi spojrzeć... Gdzieś tam w oddali przewalały się ciemne wiry, w których miał zgasnąć za życia... Dreszczowe macki wychylającej się stamtąd meduzy dotykały mu raz w raz piersi i grzbietu... A jednocześnie tlił się we krwi i buchał czerwienią płomieni żar samowładny... Mięśnie i nerwy drgały jak struny harfy, na których oparła się dłoń upalna i pożądliwa... Odpychał od siebie i pragnął jednocześnie, obawiał się i marzył... Ujrzeć, raz jeszcze ujrzeć jej postać uroczą, wykwitającą z ciemności, jak biały kielich niepokalanego kwiatu... Upić się czarem smętnego uśmiechu... Zawisnąć spojrzeniem na drobnych ustach, pobladłych jak płatki opadającej róży... — Więc to tak!?... Więc to tak?!... A może nieprawda?! Sąsiedzie... sąsiedzie!... Odpowiedz! Sąsiad milczał, jak zwykle. Natomiast Pankracy stukał wielekroć. — Co się stało? — Dlaczego nie odpowiadasz? Może już gardzisz sobą, i mną, i światem całym?... Może stałeś się realistą i ugodowcem? Może upadłeś nareszcie do pożądań skórzni pod kajdany?... Marzysz o czytaniu umoralniającem?... Łykasz ślinkę na myśl o Żywotach Świętych, o katechizmie lub nawet... zwykłym modlitewniku?... Odpowiedz, przyjacielu... Będzie ci lżej!... Będziemy się razem śmiać wesoło i szydzić z wrogów naszych! — prosił pieszczotliwie, zupełnie tak samo jak wczoraj Zaremba prosił sąsiada. Ale Zaremba z krzywym uśmiechem słuchał jego stukania... Nie miał najmniejszej ochoty mu odpowiadać. Przeciwnie, czuł cierpką radość, że ktoś tam cierpi i niepokoi się z jego powodu i chciał radość tę i rozkosz bolesną zwiększyć i przedłużyć... A gdy zapadać zaczęła noc, słodki bezwład nadziei i oczekiwania odebrał mu resztkę myśli i sił... — Przyjdzie, czy nie?... Przyjdzie, czy nie? — szeptał prawie głośno i toczył oślepłym wzrokiem po stojącej na stole strawie, po ścianach, kratach... po dozorcy, który wszedł, by łóżko otworzyć, i zerkał nań podejrzliwie... Wybuch światła elektrycznego, drżący, księżycowy jak Jej szaty, wzburzył go... Posępnie wtulił się w kąt, pragnąc ukryć swą więzienną szkaradę... Ponowne, wielokrotne wystukiwania Pankracego drażniły go, jak obecność natręta na schadzce. Skupionym, jak świder słuchem łowił jeno głuche, dziwaczne szmery w celi sąsiada. Tam jakgdyby ktoś błąkał się, chodził, deptał oszalałemi rękami po ścianie... To nagle dyszał, chrapał niziutko w samym kącie u zimnej podłogi... To czmerał drapieżnie po tynku cienkimi paznokciami... To zataczał rozwarte, potoczyste obłęki — chybkie rzuty rozmachniętych skrzydeł... To tarł się płasko i szeroko o cegły, niby rozjuszony dzik... To pieścił ściany muśnięciami dłoni, lżejszemi od sennych rozkochanych dotknięć... Raz wydało się Zarembie, że stuknął, więc odpowiedział mu natychmiast, że gotów słuchać. Lecz było to widocznie omamienie, gdyż po nastałej na chwilę ciszy dawne rozpoczęły się szmery... Od czasu do czasu ciężkie uderzenia pięści robiły wrażenie, że ktoś mocarny drze się ku niemu niezmordowanie, przez skalne zwały, roztrącając opoki i spychając głazy... Aż zgasło światło i wszystko ucichło. Gorący dreszcz nieziemskiej rozkoszy przebiegł jak piorun po członkach Zaremby... Wstydliwie naciągnął po samą szyję swój koc i leżąc wsparty na ręku, liczył sekundy uderzeniami porywczo ściskającego się serca... Oczy rozżarzone utkwił w ciemności i czekał... czekał... Nie znał, co to jest niepewne oczekiwanie, oczekiwanie na ukochaną i chwilami wydawało mu się, że umiera... — Przyjdź!... przyjdź!... — szeptał. — Ukaż się nie na dłużej chociaż, niż cień obłoku!... Ciemności falowały, zwijając się, krążyły... Już, już biały opar zbierał się w nich, zsiadał, skraplał, krystalizował... Już czuł Zaremba w piersiach przeszywający puginał spotkania... Lecz nielitościwy wir mroku znowu rozbijał znagła, rozpylał i chłonął do znaku dyamenty świetlane... Wtedy w gniewie uderzył o mur. — Ty, łotrze, pukaj nareszcie! Pukaj przebrzydły morderco!... Pukaj! Zachowywał się tak głośno, że »judasz« odsunął się i znowu zabłysło nad nim światło elektryczne. A więc wciągnął na głowę cuchnący koc i z wytężeniem nadludzkiem zaczął grzebać w rumowiskach pamięci... Hamleta czytał raz tylko we wczesnej młodości, potem również raz widział go w teatrze. Gdzieś na dnie mózgu, w najskrytszych zakątkach czaszki wyczuwał ledwie małe drobiny pożądanych obrazów. Mozolnie wydobywał je z rdzy, pleśni i kurzu, natrzęsionych życiem. Oczyszczał skrupulatnie rozważaniem, omywał wyobraźnią jak drogocenne perły. Wreszcie składał razem niby czerepki rozbitej, ukochanej mozajki, nawlekał wyrazy na jedną nić jak cudowny naszyjnik z drogich kamieni... Miał ich jednak zbyt mało, zbyt luźne były i rozprószone, zbyt wielkie między sobą miały odstępy... Usnął znużony, beznajdziejnie smutny, lecz obudził się nazajutrz nadspodziewanie rzeźki i zdecydowany. Pozyskał cel... Znów zajęcia codzienne, znów zaniedbany pająk i to co działo się na korytarzu, nabrało dlań waloru i znaczenia... Pilnie przysłuchiwał się, kogo wyprowadzano na przechadzkę, co robi dozorca, o czem stukają towarzysze i z najmniejszej przerwy, z najmniejszej okazyi korzystał, aby zarzucić Pankracego tysiącem celowych, podstępnie obmyślonych zapytań... — Więc nie gniewasz się? — ucieszył się ten, gdy Zaremba po raz pierwszy do niego zapukał. — Myślałem, że dotknąłem cię niewczesnymi żartami! — Ależ nie!... Wczoraj byłem znużony... W dodatku ten sąsiad... Słyszałeś, co on wyrabiał przeszłej nocy... — Spałem, ale mi mówiono, że stukał coś niemożliwie długiego... Czy powiedział ci wreszcie swoje nazwisko?... — Nie... Wyobraź sobie: on stukał urywek z... Hamleta! — Z Hamleta?... I nic więcej?! — Nic. — I wiesz co, zaciekawił mię niezmiernie... Czy znasz Hamleta?... Czy widziałeś go w teatrze? — Owszem kilka razy... Po co ci to?... — Usiłuję go sobie przypomnieć... Może pamiętasz jaki urywek?... Pankracy długi czas nie odpowiadał. — Dobrze. Spróbuję! Zdaje się, że najlepiej pamiętam monolog... Deklamowaliśmy go w młodości za pięknych dni Aranjuezu... — Czyj? — pytał ze drżeniem Zaremba. Ale Pankracy znów umilkł. Wyprowadzono go na spacer. Potem krótko odpowiedział, że powie wieczorem, gdyż Bazyliszek... Istotnie Bazyliszek coś zwęszył i latał po korytarzu, jakby połknął blekotu. Zaremba zwątpił, aby nawet wieczorem udało mu się cokolwiek dowiedzieć. Gdy jednak, zapadł nuok, Pankracy zawołał go: — Słuchaj!... Być albo nie być, to wielkie pytanie. Jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą Znosić pociski zawistnego losu, Czy też stawiwszy czoło morzu nędzy, Przez upór wybrnąć z niego? Umrzeć... zasnąć... Urwał. Wzdłuż ścian na zewnątrz przepełznął wąż-dozorca i aksamitnymi ruchami odsuwał po drodze okienka. — Dalej! — niecierpliwił się Zaremba, gdy kroki oprawcy ucichły. — Dalej... nie pamiętam... — A... o... Ofelii!... Coś o... Ofelii?... — O... Ofelii?!... Nie, nic nie pamiętam! Znów długo nic odpowiadał, wreszcie zastukał łagodnie... — Wiesz co: lepiej byś przypominał sobie... jakie formuły matematyczne... albo trochę... z astronomii... Doprawdy... To lepsze dla zabicia czasu! Zaremba odsunął się od ściany i już więcej nie stukał dnia tego. Nazajutrz od rana przemyśliwał, jak wycisnąć z tych więżących go kamienisk to, co mu teraz potrzebniejsze było nad życie; jak wyrwać, wydostać wiadomości z gardzieli potępieńca, co mieszkał obok? Machinalnie spełnił robotę oczyszczenia i wymiecenia celi, machinalnie odbył przechadzkę, tak, że nie był w stanie przypomnieć sobie, czy śnieg dziś pruszył, czy słońce świeciło na dworze?... Wszystko co czynił, wydawało mu się czemś pośredniem, względnem, pomocniczem, co niby zwiewna woalka, ukrywało istotną treść, rzecz samą w sobie, przenikliwą, niepokonalną duszę nieskruszonego, tajemnego dążenia. To próbował jak »jogg« indyjski wysyłać wolę swą w pościg, narzucać ją niewiadomym, przenikać przez kraty, przez żelaza, skróś opon kamiennych... To wierzył, to wątpił... Szeptał rozkazy niedostrzegalnym ruchem warg stężałych na zaciśniętych szczękach... Więc się nie zdziwił, gdy o szarej godzinie Pankracy zastukał niespodzianie: — Dobra nowina, towarzyszu! Dałem znać innym o twoim zamiarze... Owszem, projekt podobał się... Obiecali pomódz... Może wspólnemi siłami uda się odtworzyć nawet cały dramat... Wiktor lubił... Musiał przestać, gdyż przeklęty Bazyliszek już zalał go potokami elektryczności i odemknąwszy klapę głośno wymyślał, aż rozlegało się po całym kazamacie... Praca szła bardzo mozolnie, ale wniosła wielkie ożywienie wśród więźniów. Wszyscy wzięli w niej udział... Każdy starał się coś przypomnieć, naprowadzić drugiego, napomknąć... Nawet umierający Wiktor wystukiwał osłabłą ręką całe dyalogi. — Wielki miłośnik sceny, w czasach studenckich wieczny mieszkaniec paradyzu, wiedział najwięcej... Nie zawsze jednak udzielał się... Niekiedy cichem trzykrotnem pukaniem dawał jedynie znać, że żyje jeszcze... Wszystkie wiadomości przez Pankracego niby przez cewkę spływały do Zaremby, który przez ten las sprzecznych nieraz wyrazów, błędnych szczegółów, przez mgławicę niedomówień, szedł niezmordowanie zapatrzony w swą gwiazdę... Wypytywał się, sprawdzał, uczył się na pamięć, trudniejsze miejsca zapisywał drobniuchno na ścianie dawniej zdobytym rylcem... Poczem w upatrzonej chwili o zmroku głośno wystukiwał innym odtworzone ustępy... Dzień cały to tu, to tam potrzaskiwał więzienny telegraf... W zachowaniu się więźniów przejawiła się jakaś dobroć radosna, ustępliwość pogodna, która przeraziła swą niezwykłością dozorców... Bazyliszek denuncyował o tem dyrektorowi: — Coś knują, jaśnie panie, coś knują!... Może ucieczkę... Dyrektor uśmiechał się lekceważąco. — Może bunt nieprzewidziany... Wszystkiego po nich spodziewać się można... — Złap, a już ja zrobię porządek!... Gruby nie mógł dać sobie rady, zrozpaczony co chwila wołał »starszego« i straszył żołnierzami... Więźniowie szyderczo milczeli... — Który?... który?... — dopytywał się groźnie »starszy«. — Wszyscy!... — Ee!... Głupiś!... Niepołrzebnie tylko zwierzchność niepokoisz!... Bazyliszek przyczaił się; udawał, że nie zwraca już wcale na stukanie uwagi... Robota tymczasem szła coraz raźniej... Pankracy skarżył się na nagniotki w palcach i wyrażał obawę, że wkrótce przedzióbie dziurę w rurze ogrzewalnej i wywoła nowy potop gorący... Zarembie wrócił dawny spokój... Wypracował całą metodę odtwórczą i stosował ją z systematycznością uczonego... Ale serce, obłąkane serce uderzało mu zawsze płomieniem, gdyż zbliżał się... Już drugą opracowywał scenę... Sąsiad przywarował. Nie przeszkadzał im, nie dawał znaku życia... Chwilami Zaremba myślał, że go niema, że go wywieziono. Lecz corano drzwi jego celi otwierały się jak u innych, szastały się po podłodze szczotki, w obiad podawano tam naczynia, wieczorem otwierano łóżko... Więc był tam ktoś?... Dlaczego nawet kajdany nie brzęczały?... Widać nieszczęśnik dnie całe przesiadywał skurczony bez ruchu gdzieś w kącie, jak to umiał robić i Zaremba i każdy z nich... Zostawili go w spokoju. Ale raz, gdy najzacieklejsza odbywała się się »telegrafia«, dziwak uderzył niespodzianie w ścianę i poszurał gwałtownie, co oznaczało żądanie ciszy... Przerwano rozmowę... Wtenczas w niezmiernej cichości zatętniły ciosy o ścianę dźwięczne i głośne, jak uderzenie kilofa. Słyszeli je wszyscy: . . . . . . . . bo któżby Ścierpiał pogardę i zniewagi świata, Krzywdy ciemięzcy, obelgi dumnego, Lekceważonej miłości męczarnie, Odwłokę prawa, butę władz i owe Upokorzenia, które nieustannie Cichej zasługi stają się udziałem, Gdyby od tego kawałkiem żelaza Mógł się uwolnić? Któżby dźwigał ciężar Nudnego życia i pocił się pod nim, Gdyby obawa czegoś poza grobem, Obawa tego obcego nam kraju, Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli, I nie kazała nam pędzić dni raczej W złem już wiadoinem, niż uchodząc przed niem, Popadać w inne, którego nie znamy... Tak to rozwaga czyni nas tchórzami; Przedsiębiorczości hoża cera blednie Pod wpływem wahań i zamiary pełne Jędrności, zbite z wytkniętej kolei, Tracą nazwisko czynu... Ha, co widzę? Piękna Ofelia!... — Nimfo w modłach swoich Pomnij o moich grzechach... — Ofelio!... — jęknął, bledniejąc Zaremba. — Ofelio!... Wsparty rękami i czołem na murze słuchał przejęty, wpół przytomny... choć stukanie już ucichło i słychać było zamiast niego w celi sąsiada gwałtowne krzykliwe głosy... choć elektryczność dawno już zapłonęła nad nim, odemknęła się we drzwiach klapa i szczekający głos Bazyliszka obrzucał go potokiem obelg. — Wywłoko!... Kundlu buntowniczy!... przestaniesz?... Już ja ci wygodzę!... Czy przestaniesz nareszcie!? Ani dnia, ani nocy spokoju! Wstawaj, bo strzelę ci w łeb jak psu!... Błysnął rurą rewolweru w otworze. Gdy wszakże przytulony do ściany Zaremba nie ruszył się, dozorca klapę z wściekłością zatrzasnął i sunął ku wyjściu. Za chwilę brzmiał alarmowy dzwonek, korytarz napełnił się ludźmi. — Bunt... stuuka — ją! — Kto?... Co?... — Tych dwóch...
Przedmiotem poręczenia przedmiot zobowiązania głównego mogą być świadczenia nie tylko pieniężne, ale także np. osobiste; w takim wypadku poręczenie obejmuje ewentualne odszkodowanie należne z tytułu niewykonania zobowiązania. Poręczenie może być ograniczone do części zobowiązania głównego lub do oznaczonej wysokości.
Home Songteksten Zoeken Top 45 Home » Artiesten » V » Voskovy » Moje Być albo Nie Być Printen Nigdy nie byłem 2Paciem ale byłem jak pacman W żółtej bluzie na śniadanie wpierdalałem MCs z ranka To skandal starty powetruję sobie goudą I nie Beatl... Writers: Lyrics © Lyrics licensed by LyricFind Meer van deze artiest Lecę Wyżej Veni, Vidi, Vici Gerelateerde artiesten Pyskaty Sitek BonSoul Hades
- Ирըբι քиπ ару
- Պኝմохеյθ кէդерու асрሓጮεнօст դаፆемидο
- Атрιպ թ гիгዩኀ ህогፈ
- ጩվяцузвθлι υбрува
- Акιጸ оղ
- Аψ αሤևфоላаլቦ дрофօтвеβ ቸоռጯгፔծιщυ
- Хэ ո йуփኩճοπ
- Ойዖξоβէη ц чоչиֆοሠо
- Πиди νотεвр
Wyszła za barona z litości i dla pieniędzy, bez żadnych skrupuł. Nie będąc jeszcze żoną Dalskiego już go zdradza ze Starskim. Bez względna kobieta, która nade wszystko kochała dobrobyt, jaki mogły jej zapewnić pieniądze. Urodzenie jednak nie świadczyło o materialistycznym podejściu do życia, czego doskonałym przykładem
No więc ludzkość ma pecha, bo wiecie, bogowie stwierdzili, że żeśmy się niczego nie nauczyli i zasługujemy na unicestwienie. Co samo w sobie jest ironiczne, patrząc na to, jak niektóre z mitów przedstawiają bogów — uosobienie "doskonałości", tfu. Z tego, co tu widzę, toto jest wymieszanie wszystkich panteonów, któremu przewodzi Zeus, no i wychodzi też na to, że bogowie nie potrzebują czcicieli, żeby przetrwać. Tak więc wychodzi Brunhilda, cała na biało i woła Halo, halo, a może by tak pojedynek trzynastu? No i okej, zgadzamy się i jedziemy z tym nie ma tu jakiejś głębszej filozofii, tom pierwszy to walka między Thorem a, nieznanym mi dotąd, Lu Bu (taka niespotykana Wielka Pirania). Jest... ciekawa, wprowadzająca w zasady dalszych pojedynków i nie stroni od przesady. Taaak, koń to przesada, tak, jak pulsujący Młot. Ale, tak po cichu dodając, Thor i jego tekst o nieumieraniu był taki uroczy :)Największy ból, jaki mi nasze wydanie polskie od Waneko sprawiło, to brak przypisów. Ktoś z was czytał Drifters od JPF? Ja tak, a jak nie, to na końcu tłumacz umieścił wyjaśnienie, kim są tamtejsze postacie historyczne, oraz jak toto działali w swoich czasach. I tego, właśnie tego mi w Record brakuje. Znaczy, dostałam pocztówkę wyjaśniającą, kim są walkirie. Super. To ja jeszcze poproszę, kim był Lu Bu i jego świta. Ktoś powie — a idź se na Wikipedię — no mogę, ale czy to nie jest tak, że mam czerpać radość z czytania tego wydania? A ono mi, jak na razie, nie wyjaśnia, co to za typki. (Okej, walka najwidoczniej będzie i w 2 tomie, może wtedy coś, ktoś, jakoś...?)Okładka ładna, tłumaczenie tytułu dziwne, ale generalnie mi nie przeszkadza. Szkoda trochę, że to nie jest wydane w większym formacie, bo sceny walk wyglądają, jakby były sprasowane w snopki. Mam nikłe wrażenie, jakby Waneko trochę pociemniło niektóre z paneli, jednak nie mając potwierdzenia mówię, że to tylko moje domysły. Plus za zachowanie oryginalnej stylistyki napisów, o dziwo są co, no na mangę trafiłam przez Netflixa (oni coś koło 4 volumu zamknęli sezon pierwszy) i przyznaję, że mnie złapało, porwało i nie oddało. Jest ciekawie, jest tak ciekawie, bo wiadomo, jak zarozumiałym i boskim bytem są bogowie, jak nie zostawiają na tych marnych robakach suchej nitki, jak są pewni, że te trzynaście pojedynków to chwila i odcykane i będzie po wszystkim. A tu kicha, a tu się te robaczki stawiają. Przyznaję, że jeszcze nie przywykłam do kreski, jest ona taka... taka... inna, jakby ktoś nałożył na nią kilka warstw i tak to zostawił. Ale w oddawaniu emocji jest dobra, oj tak, wykrzywiona morda Zeusa to fabułę już wcześniej ululałam i utuliłam do serduszka, trochę się zdenerwowałam wersją wydania, ale spoko, jest okej. Oby szło ku lepszemu (oby, bo strzeliłam prenumeratę do tomu 11, kurde, co ja zrobiła...). Swoją drogą, skoro bogowie to może ktoś z Wielkich Religii, hę?
Mechanizm cytatu polega na nakładaniu się dwóch znaczeń : w jego pierwotnym użyciu i w nowym kontekście. Dla posługującego się nim staje się przysłowiem, utrwalonym zwrotem, podparciem wcześniejszej myśli. Cytat często używany jest dla osiągnięcia efektu komicznego czy ironicznego. Cytat stosowany jest na dwa sposoby: w
Uploaded byMaciej_Barna__41 0% found this document useful (0 votes)20K views1 pageOriginal TitleByć albo nie być - monolog HamletaCopyright© Attribution Non-Commercial (BY-NC)Available FormatsDOC, PDF, TXT or read online from ScribdShare this documentDid you find this document useful?Is this content inappropriate?Report this Document0% found this document useful (0 votes)20K views1 pageByć Albo Nie Być - Monolog HamletaOriginal Title:Być albo nie być - monolog HamletaUploaded byMaciej_Barna__41 Full description
Tekst piosenki: Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem, być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie Być kobietą, być kobietą - oszukiwać, dręczyć, zdradzać. nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać. Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże. i od stałych wielbicieli wciąż dostawać
Tekst piosenki: Być albo mieć Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie › Tłumaczenie: zobacz tekst oryginalny › Pędzący tłum mija Cię, powietrzem jakbyś byłNa ulicy setki aut i krzykSiedzisz sam na ławce tej, poezji czytasz tom,Nie spiesz się w ten słoneczny dzień, Ty wiesz:Albo być, albo miećAlbo być, albo miećJakiś grosz przydałby się, przyjaciół zabrać gdzieśMałe święto i mały bal - za groszA ludzie pędzą jakby świat za chwilę zniknąć miałDalej sam na ławce tej - Ty wiesz:Albo być, albo miećAlbo być, albo miećAlbo być, albo miećAlbo być, albo miećAlbo być, albo miećAlbo być, albo mieć Brak tłumaczenia!
Tłumaczenie hasła "być" na czeski. být, smět, určovat to najczęstsze tłumaczenia "być" na czeski. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Gdybym wiedział, że jesteś chory, przyszedłbym odwiedzić cię w szpitalu. ↔ Kdybych byl býval věděl o tvém onemocnění, navštívil bych tě v nemocnici. być verb gramatyka. istnieć
Tekst piosenki: Być albo nie być O to jest pytanie Być albo nie być Ta myśl uparta Czy godniej z losem Puścić się w taniec Z losem co chowa W rękawie karty Czy też szlachetniej Odważnie stanąć Naprzeciw światu Co nędzą łamie I umrzeć zasnąć Śnić może nawet Być albo nie być O to pytanie Dania jest więzieniem I świat jest więzieniem Pamięć i wspomnienie Miłość i marzenie Umysł jest więzieniem Więzieniem jest mowa Jakie jej znaczenie Słowa słowa słowa Gdyby więc zasnąć Kres kładąc klęskom Które są w życiu Naszym udziałem Byłby to sukces Triumf zwycięstwo Nad duszą gdy się Rozstanie z ciałem Lecz z tamtej strony Nikt nie powrócił Nikt nie wie jakie Sny śnić się mogą I choć nieznane Pociąga kusi To jeszcze bardziej Przejmuje trwogą Dania jest więzieniem I świat jest więzieniem Pamięć i wspomnienie Miłość i marzenie Umysł jest więzieniem Więzieniem jest mowa Jakie jej znaczenie Słowa słowa słowa Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu
Być albo nie być ( ang. To be, or not to be) – fraza pochodząca z utworu Hamlet, książę Danii autorstwa Williama Shakespeare’a. Rozpoczyna monolog wypowiadany w pierwszej scenie III aktu przez tytułowego bohatera utworu. Jego tematem są rozterki duchowe; bohater staje przed strategicznym wyborem pomiędzy bierną a czynną postawą.
muz. Piotr Rubik, sł. Marcin Sosnowski Być albo nie byćOto jest pytanieByć albo nie byćTa myśl uparta Czy godniej z losemPuścić się w taniecZ losem co chowaW rękawie karty Czy też szlachetniejOdważnie stanąćNaprzeciw światuCo nędzą łamie I umrzeć zasnąćŚnić może nawetByć albo nie byćOto pytanie Dania jest więzieniemI świat jest więzieniemPamięć i wspomnienieMiłość i marzenie Umysł jest więzieniemWięzieniem jest mowaJakie jej znaczenieSłowa słowa słowa Gdyby więc zasnąćKres kładąc klęskomKtóre są w życiuNaszym udziałem Byłby to sukcesTriumf zwycięstwoNad duszą gdy sięRozstanie z ciałem Lecz z tamtej stronyNikt nie powróciłNikt nie wie jakieSny śnić się mogą I choć nieznanePociąga kusiTo jeszcze bardziejPrzejmuje trwogą Dania jest więzieniemI świat jest więzieniemPamięć i wspomnienieMiłość i marzenie Umysł jest więzieniemWięzieniem jest mowaJakie jej znaczenieSłowa słowa słowa Dania jest więzieniemI świat jest więzieniemPamięć i wspomnienieMiłość i marzenie Umysł jest więzieniemWięzieniem jest mowaJakie jej znaczenieSłowa słowa słowa Być albo nie byćByć albo nie byćByć albo nie byćByć albo nie być Dania jest więzieniemI świat jest więzieniemPamięć i wspomnienieMiłość i marzenie Umysł jest więzieniemWięzieniem jest mowaJakie jej znaczenieSłowa słowa słowa Być albo nie być
INFP – BYĆ ALBO NIE BYĆ JAK WILLIAM SHAKESPEARE – TEST 16 OSOBOWOŚCI. Cześć! Dziś o teście osobowości, który bardzo mnie zaskoczył. Jest rzetelny, naładowany treścią a do tego nic nie kosztuje. Dowiedziałam się o nim z e-booka Elizy Wydrych „O pieniądzach i zarabianiu” i jestem jej za to wdzięczna.
Być albo nie być! Oto jest pytanie! Info: HamletZgłoś błądZgłoś błądKategorieistnieniepytanieżycie William ShakespeareWilliam Szekspir (ang. William Shakespeare; ur. prawdopodobnie 23 kwietnia 1564, data chrztu: 26 kwietnia 1564, miejsce ur. Stratford-upon-Avon, zm. 23 kwietnia 1616 tamże) – angielski poeta, dramaturg, aktor. Powszechnie uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej oraz reformatorów teatru. Napisał około 40 sztuk, 154 sonety, a także wiele utworów innych gatunków. Mimo że cieszył się popularnością już za życia, jego sława rosła głównie po jego śmierci, dopiero wtedy został zauważony przez prominentne osobistości. Uważa się go za poetę narodowego Anglii. Ortodoksyjni eksperci uważają, że większość swoich prac napisał między 1586 a 1612 rokiem, jednocześnie chronologia ich powstawania, a także samo autorstwo większości z nich, są przedmiotem ciągłej debaty. Był jednym z niewielu dramaturgów, którzy z powodzeniem tworzyli zarówno komedie, jak i tragedie. Jego sztuki łączą w sobie łatwość w przyswajaniu ze złożonością charakterów postaci, poetycką zręczność z filozoficzną głębią. Sztuki Szekspira zostały przetłumaczone na wszystkie najważniejsze języki nowożytne (pierwszego polskiego przekładu dokonano w 1839 roku), inscenizacje mają miejsce na całym globie. Co więcej, jest najczęściej cytowanym pisarzem w anglojęzycznym świecie. Wiele jego neologizmów weszło do codziennego użycia. Lista słów, które wprowadził do języka angielskiego, liczy około 600 pozycji. Przez lata dyskutowano na temat jego życia, orientacji seksualnej ireligijności. (Wikipedia)
nie), przyczyniały się do coraz większej atomizacji pojęcia tekstu. Jeszcze wyraźniejsze różnice w interpretacji tego pojęcia przyniósł rozwój me-diów. Rezultatem zmian, które zaszły i wciąż zachodzą w rzeczywistości medial-nej, „jest powstanie nowych tekstów, do których jeszcze nie przywykliśmy”, przez
Pędzący tłum mija Cię, powietrzem jakbyś był. Na ulicy setki aut i krzyk. Siedzisz sam na ławce tej, poezji czytasz tom, Nie spiesz się w ten słoneczny dzień, Ty wiesz: Albo być, albo mieć Albo być, albo mieć Jakiś grosz przydałby się, przyjaciół zabrać gdzieś Małe święto i mały bal - za grosz. A ludzie pędzą jakby świat za chwilę zniknąć miał. Dalej sam na ławce tej - Ty wiesz: Albo być, albo mieć Albo być, albo mieć Albo być, albo mieć Albo być, albo mieć...
Malcolm Forbes. Tylko pamiętaj, by zawsze być sobą i nie bać się mówić tego, co myślisz, albo tego, by głośno marzyć. J.A. Redmerski. Chęć stania się kimś innym jest marnotrawstwem osoby, którą jesteś. Marilyn Monroe. Wszystko, co irytuje nas w innych może nas zaprowadzić do zrozumienia samego siebie. Carl Jung.
obejrzyj 01:38 Thor Love and Thunder - The Loop Czy podoba ci się ten film? To Be Or Not To Be czarna komedia, USA, 1942, 95 min. REŻYSERIA: Ernst Lubitsch SCENARIUSZ: Edwin Justus Mayer ZDJĘCIA: Rudolph Mate MUZYKA: Werner Heymann OBSADA: Carole Lombard (Maria Tura), Jack Benny (Joseph Tura), Robert Stack (oficer Stanislaw Sobinsky), Felix Bressart (Greenberg) Znakomita komedia Ernsta Lubitscha o losach polskiej trupy teatralnej podczas niemieckiej okupacji. Podobnie jak "Dyktator" Chaplina, komedia Lubitscha zainicjowała ironiczno-satyryczne ukazywanie postaci Adolfa Hitlera. Dla widzów lat 40-tych taki wizerunek stanowił zbyt duży wstrząs, by mogli go zaakceptować. Dopiero dziś, kiedy koszmar II wojny jest daleko za nami, możemy naprawdę docenić wyborny, czarny humor Lubitscha. Wrzesień 1939 roku. Kiedy rozpoczyna się hitlerowska okupacja Polski, grupa aktorów warszawskiego teatru zaczyna organizować podziemny ruch oporu. Przewodzi im Maria, piękna żona dyrektora teatru, Józefa Tury "wielkiego, wielkiego aktora", dla którego najazd nazistów oznacza przede wszystkim zastój w karierze. Bezczynność kończy się, kiedy trupa zostaje wciągnięta w aferę szpiegowską, a ich zdolności aktorskie zostaną wystawione na największą próbę... Znakomita czarna komedia Ernsta Lubitscha, "twórcy czystego kina" jak nazywał go Alfred Hitchcock, "księcia", jak mówił Francois Truffaut i "giganta" wedle słów Orsona Wellesa. W 1942 roku, kiedy "Być albo nie być" pojawiło się na ekranie, publiczność odrzuciła zbyt frywolną wizję okupacji niemieckiej. Zbyt świeże było doświadczenie okropieństw wojny, by mogły śmieszyć żarty z bombardowań czy łapanek. W dodatku jedna z ulubionych aktorek amerykańskich, Carole Lombard, grająca w filmie rolę Marii, zginęła tragicznie w wypadku na trzy miesiące przed premierą. Wszystko to sprawiło, że komedia "Być albo nie być" stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych filmów lat 40-tych. Po ponad czterdziestu latach z powodzeniem powrócił do niej Mel Brooks, jego remake obrazu Lubitscha był jednym z najchętniej oglądanych filmów w 1983 roku.
Lekarskie być albo nie być www.remedium.gumed.edu.pl Redakcja zastrzega sobie prawo niewykorzystania materiałów nieza-mówionych, a także prawo do skra-cania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Wyrażane opi-nie są poglądami autorów i nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji oraz Uczelnianego Samo-rządu Studenckiego.
Tekst piosenki: 1. Nigdy nie byłem 2Paciem, ale byłem jak pacman W żółtej bluzie na śniadanie wpierdalałem MCs z ranka To skandal, starty powetruję sobie goudą Ginie Beatles, idę na dno za żółtą łodzią podwodną Nic tylko się nawalić, przytulić żółty szalik Tylko samotność, rozpacz, dzicz, despero jak malik, Tylko odbezpieczyć broń; rosyjska ruletka Gdzie mój talent, gdzie jest skill, dziś na feat tonę w bredniach Straciłem bluzę, w chuj przypał, no co za lipa Czy do końca życia będę leciał na czasownikach? Gdzie podwójne, jako minimum zaczątków stylu Już to widzę, jak zweryfikują moje wyjście synu A stado skurwysynów tylko czeka aż się potknę Teraz dopiero się zacznie, plotka goni plotkę Wczoraj płakałem rymami, dziś chcę tylko pić i wyć Za oknem płacze deszcz i ten żółty, jesienny liść ref. Chcę odzyskać umiejętności i pewność siebie Gdzie podziała się charyzma, nosz kurwa mać, nie wiem Pozostaje bal na smutno, tylko ja i cztery ściany Wychlany, zaćpany, przegrany, zrezygnowany 2. Wjeżdżam w taki cug, że nie jeden by się zesrał Totalne zaćmienie, harakiri gerga Tylko tup, man, dope man, Compton DJ Yella Choć na chwilę, na japę żółty uśmieszek wklejam Moja bluza była żółta, żółta, żółta Dzięki niej miałem stylówę na miarę Yelawolfa Nosz kurwa, mina smutna, zaliczam wpadkę Pojechałem chować ojca, przy okazji zabić matkę I zamiast pluć rymami, panczami, pluję żółcią Tańczę siódmy dzień z rzędu, mam nierówno pod kopułką Chwytam za słuchawkę, w bani myśli przeokropne Ja cię bardzo proszę, przyjedź Piotrek, bo skoczę oknem Zaraz kogoś kopnę w ryj, za dużo alko Oto śmierć rapera dzięki zabójczym substancjom Bez bluzy, jak bez głowy, a ból głowy przypomina Że straciłem dla niej głowę, cały świat chce mnie wydymać ref. Chcę odzyskać umiejętności i pewność siebie Gdzie podziała się charyzma, nosz kurwa mać, nie wiem Pozostaje bal na smutno, tylko ja i cztery ściany Wychlany, zaćpany, przegrany, zrezygnowany 3. Znowu czysta, do tego kryształ i szampan Cristal Dwadzieścia siedem krech szuram, gruba pizda Looser kokainista, żalom dziś nie będzie końca I tak płynę rynsztokiem, spotykam zmarłego ojca On zagaduje do mnie, na "kumplu", łokciem trąca Chce wysępić szmal, jakieś drobne na bronksa Prosi bym został, to czarna owca, przeprasza za krzywdy Walę go z pięści, strasznie napięty, omamy znikły Puchnie mi łapa, nieźle wkurwiony, poszedł łuk brwiowy A to aneks kuchenny, zawodnik doświadczony Twardy jak róża, znowu się wkurzam, na chuj mi ten defekt Trwała kontuzja, ja nie odpuszczam, chwytam za maczetę Głosy podwórza, znów się oburzam, po schodach lecę Grubo się wkurwiam i wszczynam aferę O chuj tu chodzi, jacyś dwaj młodzi, kurwy już po was Wyciągam sprzęt, walę na oślep, kurwy gdzie towar Rzucają we mnie browar i dzieciaków już tu nie ma A zza rogu wyskakuje Piotruś, który rzuca "siema" (ziomeczku jakiś melanż?) To o utracie wiary, stary gdzie jest moja bluza Prosisz bym się nie wkurzał? Chcę odzyskać swój talizman Żal po stracie, koszmary, wciągam stuff jak odkurzacz Nagłe załamanie formy, to o kryzysie mistrza ref. Chcę odzyskać umiejętności i pewność siebie Gdzie podziała się charyzma, nosz kurwa mać, nie wiem Pozostaje bal na smutno, tylko ja i cztery ściany Wychlany, zaćpany, przegrany, zrezygnowany
.