Wiem, że taki wpis ktoś już dawał ale dawno. Poszukuje filmów gdzie akcja odgrywa się TYLKO lub w większości odbywa w szpitalach psychiatrycznych, proszę nie podawać mi gdzie jest tylko przez chwile psychiatryk albo po prostu coś innego o tematyce obłędu itp. Widziałam: Szpital przemienienia, Wyspa Tajemnic, Gothika, Obłęd
Oddział psychiatryczny budzi zgrozę. Te wszystkie sceny z „Lotu nad kukułczym gniazdem”, „12 małp” czy „Milczenia owiec”… Zimno się robi, prawda? A to niekoniecznie w rzeczywistości tak wygląda. W dodatku czasem leczenie szpitalne jest dobrym i rozsądnym rozwiązaniem. A nawet jedynym Brandon HolmesDlaczego wiele osób broni się przed pobytem w szpitalu rękami i nogami? Myślę, że po części dlatego, że wokół klinik psychiatrycznych narosło wiele mitów. Po części dlatego, że polski szpital w ogóle nie kojarzy się dobrze i wiele osób ma złe doświadczenia z leczeniem szpitalnym. A po części z powodu lęku przed reakcją otoczenia, przed byciem odrzuconym czy wręcz napiętnowanym. Wiele osób wzbrania się nawet przed wizytą u psychiatry czy przed wzięciem od psychiatry L-4, gdy jest potrzebne, bo co sobie w pracy pomyślą…Wciąż jeszcze przyznanie się do kłopotów emocjonalnych czy do zaburzeń psychicznych jest u nas aktem dużej odwagi. Powiedzenie: „Nie jestem samowystarczalny, potrzebuję pomocy” jest trudne. Przekroczenie tak silnie umocowanego w kulturze przekonania, że ufać można tylko rodzinie i że „brudy pierze się w domu” jest trudne. Uznanie: „Jestem chory i potrzebuję fachowej pomocy” to niemal bohaterstwo w społeczeństwie, w którym określenia „chory psychicznie” używa się, gdy chce się kogoś obrazić. Stygmatyzacja to u nas ogromny zgłoszenie się do oddziału psychiatrycznego nie jest łatwe. Wielu pacjentów trafia tam przywiezionych przez pogotowie albo rodzinę, ale są i tacy, którzy zgłaszają się sami. Przeważnie są to osoby, które mają świadomość swojej choroby. Umieją rozpoznawać oznaki, że im się pogarsza, i wiedzą, że rozsądnym wyjściem w tej sytuacji jest zgłoszenie się po pomoc. Często już byli hospitalizowani i to im pomogło. Dla nich szpital jest, choć może to się niektórym wydawać zaskakujące, bezpiecznym miejscem. Tak — szpital psychiatryczny jest najbezpieczniejszym miejscem dla kogoś, kto ma tendencje samobójcze albo jest w manii. Choć po obejrzeniu „Lotu nad kukułczym gniazdem” może być trudno w to uwierzyć, to psychiatrzy, psychologowie i terapeuci pracujący w klinikach przeważnie są kompetentni i zależy im na tym, żeby skutecznie pomagać pacjentom. Wykonują trudną i obciążającą pracę, która ratuje życie. (Jeśli potrzebujecie optymistycznych przykładów, to obejrzyjcie „Buntownika z wyboru” albo „Mental — zagadki umysłu”.)fot. Adhy SavalaWiele mitów krąży też na temat leków psychiatrycznych. Że ogłupiają, uzależniają. Że po nich zmienia się osobowość. Że przestajemy być sobą, tracimy orientację w rzeczywistości. Że bardziej szkodzą niż pomagają. A w rzeczywistości stosowane dziś w psychiatrii specyfiki to zupełnie co innego, niż 30 lat temu. Istnieje wiele bezpiecznych leków, a uniknięcie uciążliwych skutków ubocznych zwykle zależy od dobrania odpowiedniej substancji. Te, które mogą powodować uzależnienie, czyli benzodiazepiny, stosuje się tylko doraźnie, np. przy silnym ataku lęku. Najczęściej stosowane leki, czyli antydepresanty, w większości ani nie uzależniają, ani nie utrudniają koncentracji, nie odbierają zdolności jasnego myślenia i decydowania o przypadku leków przeciwpsychotycznych mogą wystąpić skutki uboczne, jednak często korzyść z leczenia jest większa niż niepożądane efekty. Jeśli lek skutecznie wycisza omamy albo poczucie odrealnienia, ale powoduje senność, to chyba lepiej znieść ją przez jakiś czas i pozbyć się objawów, których nasilenie w razie niepodjęcia leczenia może być bardzo niebezpieczne. To, że osoby przeżywające epizod psychotyczny tracą orientację w rzeczywistości, jest objawem choroby, a nie skutkiem leków! Odpowiednio dobrane leki pomagają ją przywrócić. A dobranie ich przebiega najsprawniej właśnie w warunkach szpitalnych, gdzie specjaliści mogą przez całą dobę obserwować, jak pacjent zareaguje na zmianę leku czy że ideałem byłoby ograniczenie hospitalizacji do zupełnego minimum, tylko do sytuacji, gdy ktoś zagraża sobie lub innym. W niektórych krajach wprowadzane są takie rozwiązania, które umożliwiają jak najdłuższe funkcjonowanie chorego we własnym domu przy odpowiedniej sieci wsparcia. U nas jest, jak jest. System jest daleki od ideału i niewydolny, ale to nie znaczy, że nikomu nie pomaga. Nie wszyscy, którzy powinni otrzymać refundowaną terapię, dostają ją, i często w klinikach psychiatrycznych brak miejsc albo długo się czeka na przyjęcie. Ale mimo to są sytuacje, w których szpital jest dobrym rozwiązaniem. Jakie?Po pierwsze i najważniejsze — myśli samobójcze z tendencją do realizacji. Czyli taka sytuacja, gdy ktoś chce się zabić i snuje plany zrealizowania tego nasilenia myśli samobójczych zawsze należy zostawić specjaliście!Dlatego jeśli ktoś w naszym otoczeniu mówi o pragnieniu zrobienia sobie krzywdy albo przejawia zachowanie na to wskazujące, zawsze, ale to zawsze wymaga to spotkania z psychiatrą. Jeśli trzeba — także wezwania pogotowia i policji. Można też pójść z taką osobą na izbę przyjęć najbliższego szpitala, który ma oddział psychiatryczny. Większość ludzi ma raczej tendencję do bagatelizowania, gdy ktoś mówi o zrobieniu sobie krzywdy. Trudno jest dopuścić do siebie myśl, że to może być na poważnie. Łatwiej jest oskarżyć kogoś takiego o manipulację, zinterpretować to jako chęć zwrócenia na siebie uwagi albo powiedzieć: „Przestań gadać głupoty”. Nie warto. Trzeba reagować. jeśli okaże się później, że to rzeczywiście była manipulacja, że ktoś szukał w ten sposób uwagi, a wcale nie zamierzał zrobić sobie krzywdy? To będzie wiedział, że traktujemy go poważnie i słuchamy, co do nas mówi. Lepiej, żeby ktoś znalazł się na izbie przyjęć czy nawet na oddziale bez realnej potrzeby, niż żebyśmy lekceważyli alarmujące komunikaty. Bardzo chciałabym, żeby tego uczono w szkole w ramach pierwszej pomocy, bo ogromna większość Polaków nie ma pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. A to proste. Skłonności samobójcze = szpital. Gdy wiemy, że ktoś myśli o zrobieniu sobie krzywdy, a jest fizycznie daleko od nas lub nie wiemy, gdzie dokładnie jest — trzeba dzwonić na policję, która go znajdzie i dowiezie, gdzie Jametlene ReskpJest też wiele innych sytuacji, w których hospitalizacja jest dobrym rozwiązaniem. Gdy ktoś fizycznie zagraża innym, czyli nie kontroluje wybuchów agresji — to łatwe do rozpoznania. Gdy ktoś jest w manii, czyli ma nienaturalnie euforyczny nastrój, prawie nie śpi, a mimo to tryska energią, robi impulsywne zakupy, podejmuje przerastające go zobowiązania albo ryzykowne zachowania seksualne. Tak — zbyt dobry humor to też problem, przeważnie sygnał świadczący o rozwijaniu się choroby afektywnej dwubiegunowej. Drugim jej biegunem jest w przypadku stanu depresyjnego szpital bywa konieczny. Kiedy? W uproszczeniu można powiedzieć, że wtedy, gdy ktoś nie wstaje z łóżka. Nie wykonuje swoich codziennych obowiązków, nie je, nie śpi albo śpi ciągle, zupełnie nie ma sił. Nasilona depresja często wiąże się też z myślami samobójczymi, choć nie zawsze chory o nich mówi. Szpital bywa niezbędny w leczeniu zaburzeń odżywiania, czyli anoreksji i bulimii, w przypadku pojedynczego epizodu psychotycznego (czyli utraty kontaktu z rzeczywistością, któremu często towarzyszą urojenia) albo ataku psychozy u osoby z diagnozą schizofrenii, a także w leczeniu ciężkich zaburzeń osobowości (np. borderline) i uzależnień, silnych zaburzeń nerwicowych, okaleczania najczęściej spotykane sytuacje, w których pobyt w oddziale psychiatrycznym jest potrzebny, ale oczywiście nie wymieniłam wszystkich. Jeśli mamy wątpliwości, coś wydaje nam się bardzo niepokojące — zawsze warto skonsultować się z psychiatrą, który pomoże podjąć dobrą będę Was czarować, szpital to nie jest najprzyjemniejsze miejsce na świecie. Jedzenie jak to w polskim szpitalu, personel — mniej lub bardziej miły, warunki zwykle nie najlepsze. W wielu oddziałach psychiatrycznych brakuje psychologów i terapeutów, dostępna jest tylko farmakoterapia. Ale są sytuacje, gdy ona ratuje życie. I są też miejsca, gdzie dostępnych jest wiele form leczenia i wsparcia, od terapii indywidualnej poprzez grupową, rozmaite zajęcia terapeutyczne, diagnozę psychologiczną, warsztaty zajęciowe, aż po pomoc socjalną. Istnieją oddziały specjalizujące się w leczeniu konkretnych chorób czy zaburzeń i warto szukać o nich też różne rzeczy wcześniej sprawdzić. Jeśli sytuacja nie jest nagła, nie ma zagrożenia życia, a szpital ma być leczeniem z wyboru, to zwykle będziemy mieli możliwość zasięgnięcia opinii (choćby poszperania w Internecie). Dobrze też wiedzieć, że nie obowiązuje tu rejonizacja. Jeśli np. cierpimy na zaburzenia odżywiania i mieszkamy w Szczecinie, to nie ma przeszkód, byśmy leczyli się w specjalizującej się w tym klinice w Warszawie czy Krakowie. Będziemy tylko potrzebowali skierowania od psychiatry do tej konkretnie jest też wiedzieć, czego się spodziewać i jakie są mniej-więcej realia przebywania w szpitalu. Nie zawsze taki pobyt musi oznaczać brak możliwości wychodzenia z oddziału. Oddziały dzielą się na całodobowe i dzienne (terapeutyczne). W tych drugich przebywa się w ciągu dnia, a na noc wraca się do siebie do domu. Jednak nawet w oddziale całodobowym niekoniecznie będziemy pozbawieni możliwości wychodzenia. Jeśli nasz stan zostanie oceniony jako bardzo poważny, to tak, możemy przez jakiś czas nie mieć zgody lekarza prowadzącego na wychodzenie, a nawet być pod ścisłą obserwacją. Przebywając w oddziale całodobowym, będziemy też potrzebowali przepustki od lekarza, by wyjść do domu na weekend czy na święta. Duża część pacjentów może jednak swobodnie wychodzić w miarę potrzeb — do sklepu, na spacer itp. Zawsze będzie nas też mógł ktoś odwiedzić. Nieco utrudnione życie będą mieli palacze: oficjalnie w szpitalach nie wolno palić, w praktyce istnieją palarnie, ale to jedyne miejsca, gdzie można swobodnie wyjąć Daria NepriakhinaTrzeba się też przygotować na to, że przez dużą część doby w oddziale niewiele się dzieje (chyba że jest tam prowadzona intensywna terapia grupowa). Kilka razy w tygodniu odbywają się zajęcia terapeutyczne, poza tym rytm dnia wyznacza poranny obchód lekarski i posiłki. Co jakiś czas zobaczymy się z lekarzem prowadzącym. Można korzystać z propozycji warsztatu terapii zajęciowej — zwykle jest to jakieś rękodzieło; czasem zdarza się, że w oddziałach prowadzona jest gimnastyka. Ale może nam się trochę nudzić, dlatego — jeśli czujemy się wystarczająco dobrze — warto zabrać ze sobą książki, krzyżówki albo laptop z Internetem do oglądania jest też wiedzieć, że w oddziałach terapeutycznych często czas pobytu jest z góry zaplanowany. Odbywają się tam turnusy terapeutyczne, dlatego nasze leczenie może trwać np. 3 miesiące, i może się zdarzyć, że będzie trzeba je rozpocząć w określonym terminie. Do oddziałów terapeutycznych zwykle obowiązuje kwalifikacja, co oznacza, że po otrzymaniu skierowania będziemy musieli zgłosić się na wizytę kwalifikującą do pobytu. Służy to upewnieniu się, czy oferta tego konkretnego oddziału będzie dla nas odpowiednia, i zweryfikowaniu naszej to wszystko wiem? Byłam i widziałam. Psychoterapeuci w ramach szkolenia odbywają minimum 360 godzin stażu klinicznego, z czego większość w klinikach psychiatrycznych. Spędziłam kilka miesięcy na takim stażu, najpierw tylko obserwując pracę zatrudnionych tam specjalistów, potem także pracując z pacjentami. I nie raz byłam świadkiem tego, jak wychodzili do domu w dużo lepszym stanie. Czasem wydawali się wręcz innymi ludźmi. Dlatego w razie potrzeby nie waham się kierować moich pacjentów do szpitala. Wiem, że to czasem najlepsza nadzieję, że udało mi się trochę „odczarować” szpital psychiatryczny i rozprawić się z kilkoma mitami. W razie potrzeby chętnie odpowiem na wszelkie pytania. Powtarzam — mam świadomość, że nie jest różowo i że to, co oferuje polski system opieki zdrowotnej, nie zaspokaja wszystkich potrzeb. Ale nie jest też tak, że nie ma gdzie szukać pomocy i nie warto próbować. Istnieją dobre oddziały i często pracują w nich świetni fachowcy, a pobyt w klinice psychiatrycznej to nie koniec świata. Przeciwnie — to może być nowy Jan TinnebergJeśli po przeczytaniu tego tekstu nadal boicie się psychiatry, to polecam rozmowę z dr Joanną Popławską. A jeśli macie doświadczenie pobytu w oddziale i macie ochotę się nim podzielić, to zapraszam do dyskusji w komentarzach!Aktualizacja tekstu z 6 sierpnia 2019:Jedna z czytelniczek słusznie zwróciła mi uwagę na to, że opowiadając o szpitalnej rzeczywistości, tak się zapędziłam w dygresje, że… nie odpowiedziałam na tytułowe pytanie. Czynię to więc teraz — oddając głos Czytelniczce, która do mnie napisała, dzieląc się swoim doświadczeniem pobytu w klinice psychiatrycznej:Wprawdzie na każdym oddziale jest trochę inaczej, jednak mogę napisać kilka informacji ważnych z punktu widzenia pacjenta, o których wiem z własnych doświadczeń i z opowieści moich znajomych, którzy byli pacjentami oddziałów w różnych częściach kraju. Myślę, że najważniejsze jest to, czego tam mieć nie można. Nie można mieć żadnych sznurków (np. przy bluzach), sznurówek, pasków, kabli. Nie można mieć rzeczy szklanych — napojów, kosmetyków w szklanych opakowaniach, a nawet lusterek. Dość oczywiste, że nie można mieć nic ostrego — noży, nożyczek, pilniczka, maszynki do golenia. Jeśli chodzi o sprzęt elektroniczny, w większości oddziałów można mieć telefon (ładowarkę zostawia się w dyżurce), a także laptop. Trzeba jednak takich rzeczy bardzo pilnować, ponieważ pacjenci są w różnym stanie i zdarzają się kradzieże. Nie warto mieć przy sobie większej ilości mieć coś do czytania, krzyżówki, gazety, karty do gry, własną kawę lub herbatę i jakiś kubek. Na koniec standardowo, jak w każdym szpitalu, potrzebna jest piżama, wygodne ubrania, przybory toaletowe, ręczniki i za ten cenny komentarz — myślę, że znakomicie uzupełnia mój na blogu publikuję co czwartek. Ale w tak zwanym międzyczasie możemy, oczywiście, dyskutować w komentarzach — zapraszam!
Czy w szpitalach psychiatrycznych można korzystać z telefonu? Mój brat choruje na schizofrenie i od dzisiaj rana jest w szpitalu psychiatrycznym powiedział że może mieć telefon ale nie ma tam wifi tylko musi z danych komórkowych ostatni kontakt mieliśmy z nim o 10:28 potem się już nie odezwał .
Odpowiedzi Nie można , ale możesz używać typu mp3,gierka elektroniczna coś w tym stylu . Nie można zabierają do specjalnych w tygoniu dostajesz telefon i nic , czy jakąś małą gierkę możesz mieć , ale też patrzą na cb cały czas. ความตาย odpowiedział(a) o 21:10 W szpitalu, w którym byłam, to można było mieć telefony, ale bez funkcji aparatu. Ładowanie odbywało się w nocy w zamkniętym pomieszczeniu, bo ładowarek nie można było mieć przy sobie. blocked odpowiedział(a) o 21:42 Zależy jaki szpital i jaki niektórych można, zazwyczaj wygląda to tak, że po śniadaniu (jakoś 8 rano) dostaje się te telefony a o 20 są zabierane i jeśli ktoś chce to prosi o podładowanie (przy punkcie pielęgniarek). Właściwie wszystko zależy od szpitala, w którym dany pacjent przebywa. W większości z nich żadnych telefonów nie można mieć, jednak są i takie, w których regulamin na to pozwala. Pozdrawiam, Black_women. anu$98 odpowiedział(a) o 23:01 Zależy w którym. Np. w Sosnowcu nie można, w Lublińcu dają Ci chyba komórkę na godzinę. Uważasz, że ktoś się myli? lub
| ፎթып ኇюдሟտуф | Οሹեξαሱ оζаዩኅ պувዑኦ |
|---|---|
| Охխжωβ ሹ υжаз | Ег ዪгቬтвιчуሌ еሆектαш |
| Ωσиκኟμ аς աрс | Ուхуфα ιтιፈጦрυ αхիሜխ |
| Λիዞо ψук | Усէ уфе |
Przyjęcie za zgodą. Do szpitala psychiatrycznego może być przyjęta osoba z zaburzeniami psychicznymi, która posiada skierowanie do szpitala i wyraziła pisemną zgodę na przyjęcie. Skierowanie jest ważne 14 dni od wystawienia do dnia zgłoszenia się z nim do dowolnego szpitala psychiatrycznego na terenie kraju. W sytuacji, w której
Załamanie nerwowe lub depresja – czasami ich pojawienie się ma związek np. z mobbingiem lub silnym napięciem w pracy. Kiedy doświadczamy trudności natury psychicznej, możemy skorzystać ze zwolnienia wystawionego przez lekarza psychiatrę. Kiedy dostaje się L4 od psychiatry? Lekarz wystawia zwolnienie lekarskie (L4), kiedy pracownik jest niezdolny do pracy z powodu niedyspozycji fizycznej i psychicznej. Dlatego lekarz psychiatra jest również uprawniony do wystawienia zwolnienia lekarskiego. Powodem jego otrzymania mogą być odczuwane przez pracownika stres i napięcie lub coraz częstsza choroba cywilizacyjna – depresja. Czy musimy ujawniać, na co chorujemy? Na zaświadczeniu o niezdolności do pracy nie występuje nazwa choroby. Mogą pojawić się na nim kody literowe (A, B, C, D) mówiące np. o tym, czy dolegliwość przypada w okresie ciąży. W takiej sytuacji przysługują nam dodatkowe przywileje. Nie mamy obowiązku informować pracodawcy, na co chorujemy. Lekarz nie może tego zrobić, ponieważ obowiązuje go tajemnica. Jej ujawnienie jest uzasadnione jedynie w wyniku prawomocnej decyzji sądu. Jeśli cierpimy na depresję np. w związku z tym, że pracodawca stosuje wobec nas mobbing, zaświadczenie lekarskie może stanowić dowód w sądzie. Mobbing w pracy – jak go udowodnić? Pracownik, który doświadcza nękania w miejscu pracy, ma prawo domagać się zadośćuczynienia pieniężnego za doznane szkody. Co można robić na L4 od psychiatry? L4 od psychiatry otrzymuje się na standardowym druku ZUS ZLA, zazwyczaj z adnotacją, że osoba chora może chodzić. W związku z tym pracownik przebywający na zwolnieniu może wyjść na spacer, do apteki czy na zajęcia terapeutyczne pomagające w powrocie do równowagi. Warto jednak poprosić lekarza psychiatrę, od którego otrzymujemy zwolnienie, o wydanie szczegółowych zaleceń z jego pieczątką i podpisem. W przypadku sporu i wstrzymania wypłaty zasiłku chorobowego będzie to argumentem na rzecz pracownika. Okres zwolnienia Maksymalny czas pobierania wynagrodzenia chorobowego i zasiłku chorobowego to 182 dni – tak wynika z ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa ( Po upływie tego czasu przez 3 miesiące przysługuje nam świadczenie rehabilitacyjne. Później pracodawca ma prawo zwolnić nas bez wypowiedzenia z powodu długotrwałej nieobecności w pracy. Korzysta przy tym z art. 53 kodeksu pracy. Jak długo można być na zwolnieniu lekarskim? Czy L4 od psychiatry zostaje w papierach? Pracodawca może wręczyć wypowiedzenie pracownikowi, który wraca po zwolnieniu lekarskim spowodowanym problemami psychicznymi. Po rozwiązaniu umowy jest natomiast zobowiązany do przekazania mu świadectwa pracy. Nie znajdzie się w nim informacja o leczeniu psychiatrycznym. Podaje się tylko okres, kiedy pracownik przebywał na zwolnieniu lekarskim, bez informacji o jego przyczynie. Duża liczba dni wolnych z powodu choroby prawdopodobnie zwróci uwagę kolejnego pracodawcy. Czy zwolnienie od psychiatry jest płatne 100%? Przebywając na zwolnieniu, mamy prawo do wynagrodzenia chorobowego przez 33 dni. Od 34. dnia przysługuje nam zasiłek chorobowy. Wysokość świadczeń zależy od przyczyny niezdolności do pracy. W większości przypadków otrzymujemy 80% podstawy, tzn. pensji uzyskiwanej przez 12 miesięcy poprzedzających wystąpienie choroby. 100% przysługuje np. wtedy, gdy chorujemy w okresie ciąży. Zasiłek chorobowy – kiedy i na jakich zasadach nam przysługuje? Czy ZUS może podważyć L4 od psychiatry? Pracodawca lub ZUS mają prawo skontrolować zasadność wystawienia zaświadczenia lekarskiego i dokonać wizyty kontrolnej u osoby przebywającej na L4. Jeśli jednak na zwolnieniu widnieje informacja o tym, że możemy wychodzić z domu, przeprowadzenie kontroli jest trudniejsze. Dodatkowo, potwierdzenie dolegliwości natury psychicznej przez lekarza orzecznika jest bardziej skomplikowane niż zdiagnozowanie chorób somatycznych. Jakie są konsekwencje pozorowania chorób na L4 od psychiatry? Jeśli pracodawcy mają wątpliwości co do wiarygodności zwolnienia lekarskiego, to mogą zwrócić się do ZUS z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli. ZUS kontroluje wówczas prawidłowość orzekania o czasowej niezdolności do pracy z powodu choroby i wystawiania zaświadczeń lekarskich do celów wypłaty wynagrodzenia za czas niezdolności. Pracownik jest wówczas wzywany na komisję lekarską, a lekarze orzecznicy sprawdzają medyczną podstawę zwolnienia. Jeśli okaże się, że pracownik symuluje załamanie nerwowe lub depresję, np. w celu podjęcia dodatkowej pracy zarobkowej lub innej działalności, może on zostać pozbawiony wynagrodzenia chorobowego lub zasiłku. Konsekwencje jego postępowania są często jednak znacznie poważniejsze. Wykonywanie pracy zarobkowej w czasie zwolnienia lekarskiego jest kwalifikowane przez sądy pracy jako ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. W takim przypadku pracodawca ma prawo wypowiedzieć umowę, a nawet rozwiązać stosunek pracy w trybie dyscyplinarnym. Zwolnienie dyscyplinarne – czy to koniec świata? Istnieje wiele czynników sprzyjających występowaniu dolegliwości natury psychicznej. Część z nich ma podłoże genetyczne. Przyczyny cierpienia psychicznego często mają związek z zachowaniem innych osób. Zdarza się także, że sami doprowadzamy się do stanu krańcowego wyczerpania, np. przyjmując na siebie zbyt wiele obowiązków. Warto zachować umiar. W przeciwnym razie grozi nam wypalenie zawodowe oraz wiele innych konsekwencji. Nie nadużywajmy także możliwości wzięcia L4 od psychiatry, jeśli nie zmuszają nas do tego faktyczne problemy natury psychicznej. Może to zaszkodzić nie tylko naszej pozycji zawodowej, ale także innym osobom, których realne zmaganie się z depresją jest ciągle jeszcze zbyt często lekceważone.
Pobyt w psychiatryku. Wiemy, co się dzieje za murami. Bójki, gwałty, brak nadzoru - oto jak pacjenci wsp. Problemy polskiej psychiatrii. Wspomnienia ze szpitala psychiatrycznego. Zaburzenia psychiczne i emocjonalne dotykają coraz. Psychiatrów nie stać na leczenie dzieci. W 2016 r. ma być o 20 proc. więcej pieniędzy. To k
Witam! Sytuacja w jakiej się znajdujesz jest bardzo trudna. Warto, żebyś na początek zapytała rodziców, dlaczego nie chcą pozwolić Ci na pobyt w szpitalu. Szpital to na pewno nie dom, ale nie oznacza to, że jest tam tragicznie. Na oddziale całodobowym będziesz miała zapewnioną opiekę lekarską, pielęgniarską, ale przede wszystkim terapeutyczną. Możesz wraz z rodzicami wybrać się do takiego szpitala i zobaczyć, jak on wygląda w środku. Jeśli Twoi rodzice nie będą chcieli się zgodzić, dobrze byłoby, gdybyś powiedziała o tym lekarzowi, który Cię tam kieruje. Lekarz może porozmawiać z rodzicami i wpłynąć na ich decyzję. Rozumiem, że bardzo źle się czujesz i dlatego warto, żebyś nie miała dodatkowych problemów. Proponuję, żebyś napisała do rodziców list i zawarła w nim wszystko to, co powinni się dowiedzieć od Ciebie. Rozmowy nie zawsze wystarczają, żeby druga osoba Cię usłyszała i zrozumiała. Słowo pisane przemawia lepiej, kiedy druga strona ma problem z wysłuchaniem tego, co ma się jej do powiedzenia. Może w ten sposób będzie im łatwiej Cię zrozumieć. Ważnym argumentem jest to, że to nie rodzice będą przebywać w szpitalu, tylko Ty. Dodatkowo, jeśli chcą Ci pomóc, to warto, żeby zaczęli to robić konstruktywnie. W przypadku zaburzeń psychicznych, szczególnie u młodych osób, wymagane jest leczenie specjalistyczne. Jeśli teraz zostanie to zaniedbane, możesz mieć w przyszłości co raz poważniejsze problemy ze zdrowiem psychicznym. Zastanów się też, czy ktoś z Twojego otoczenia, do kogo masz zaufanie, mógłby wpłynąć na Twoich rodziców i wstawić się w Twojej sprawie. Czasem rodzice myślą, że wiedza dużo lepiej, co jest dobre dla ich dzieci. Ale opinia drugiej dorosłej osoby może pozwolić im zmienić zdanie. Jeżeli nic nie uda Ci się w ten sposób zmienić, to możesz skontaktować się z Fundacją Dzieci Niczyje i poprosić o interwencję w Twojej sprawie. Warto również, żebyś korzystała z ich telefonu zaufania (116 111), gdzie uzyskasz wsparcie i pomoc psychologiczną. PozdrawiamTrzeba zarejestrować się w BIK, potwierdzić swoją tożsamość i uruchomić usługę alertowania. Wówczas, kiedy jakikolwiek bank albo firma pożyczkowa będzie chciała na nasze dane udzielić kredytu, to dostaniemy SMS-a - powiedział ekspert. Czat z ekspertem . Czy możemy mieć pewność, że nikt nie wejdzie w posiadanie naszych danych?
Dołącz do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 21 ] 1 2011-06-12 09:34:16 apetyt na życiee Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-13 Posty: 55 Wiek: 42 Temat: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Wariuję,Mam 17 córkę, od 3 lat związaną z chłopakiem z borderline, jest dla niej wszystkim, jak sekta. Nie liczy się nic. Z miłej, uśmiechniętej dziewczyny zrobił się potwór. Czasem ma ludzkie odruchy, ale to tylko wychodzi do szkoły, ale tam nie trafia, zawaliła pierwszy rok ogólniaka, szkoła chce skierować sprawę do sądu rodzinnegoi ustalić pomogła terapia z psychologiem, potraktowała to jak kolejne udogodnienie, poczuła się jak w amerykańskich filmach mając psychoterapeutę, nie pomógł psychiatra. Dałam jej wybór, albo jest zdrowa i chodzi do szkoły, albo chora i kładzie się do szpitala. Jak wszystko, zlekceważyła. Wiem doskonale, że gra na moich uczuciach, wiem, bo przeszłam z nią anoreksję, narkotyki, samookaleczenia, wie, że drżę o jej robi co chce, wychodzi kiedy chce, wraca przed 22, zgodnie z umową, ale nigdy nie odbiera telefonów ode mnie i nie wiem gdzie pomagają pogróżki, zakazy i nakazy, jest twarda i ma totalnie wszystko w nosie, liczy się tylko z wiatrakami, psychiatra zalecił oddanie jej na oddział ... ale , ale , ale nie wyobrażam sobie mojego dziecka w szpitalu i znów okazuję swoją słabość. Nie wiem czy to najlepsze dla niej rozwiązanie... co robić? sama sobie z tym nie poradzę, a ile mogę patrzeć jak marnuje sobie życie ? jak długo czekać, aż zmądrzeje ? jak długo rozmawiać bez skutku? Wpatruj się w niebo i śpiewaj z radości, gdyż słońce otula cię ciepłem i opromienia światłem - za darmo.? Phil Bosmans 2 Odpowiedź przez Kami90 2011-06-12 10:27:07 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2011-06-12 10:28:15) Kami90 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-13 Posty: 8,007 Wiek: 24,5 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Szpitale psychiatryczne mają kilka wad i zalet. Jedną z wad jest nadal stygmatyzacja. Ludzie inaczej patrzą na człowieka który przebywał w szpitalu psychiatrycznym, Tam życie inaczej się toczy. Po za tym prócz zajęć terapeutycznych podaje się tam leki. Podanie leków to zaleczanie problemu. Bo Taki problem zawsze może wrócić. Po za tym pobyt w szpitalu jest ograniczony czasowo, a co jeśli po wyjściu córka zacznie zachowywać się jeszcze gorzej, zacznie nadrabiać stracony czas...Jednakże zachowanie córki jest naprawdę niepokojące. Nie można dopuścić do tego by pakowała się w same złe rzeczy, ale z drugiej strony jak w przypadku wielu uzależnień czy problemów psychicznych, czasem potrzeba sięgnąć dna, by osoba sama zrozumiała co takiego wyprawia(to najtrudniejsza z dróg dla bliskich osób). Póki ona sama nie będzie wiedziała do czego doprowadza swoim zachowaniem to sądzę iż żadne leczenie może nie być wystarczająco i tak sądzę że rozmowy są bardzo ważne. Może skoncentrować się na rozmowach na waszej linii...matka- córka. Porozmawiać chwilowo nie o tym co ona robi, jakie zakazy łamie co ma robić, ale o jej uczuciach, dowiedzieć się osobiście co sprawia jej radość a co przykrość, jakie korzyści ma ze swojego że taka rozmowa nie jest łatwa, nawet zachęcenie córki do takiej rozmowy nie będzie łatwe, ale może warto sprubować bo jedno to rozmowa z psychologiem a dwa to kochająca matka... w końcu matki mają najlepszy instynkt i najlepiej wiedzą co czuje dziecko. Może wspólnymi siłami coś zaradzicie. Może jakaś podpucha wspólnych zakupów, kawy lodów, czy planów skłoni ją do rozmowy nie w biegu w w spokoju bez żadnych pretensji z obu stronŻyczę powodzenia "Uśmiechnięci, wpół objęci spróbujemy szukać zgody,choć różnimy się od siebiejak dwie krople czystej wody." W. Szymborska 3 Odpowiedź przez Izkaa 2011-06-12 14:47:12 Izkaa Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-06-04 Posty: 11 Wiek: 29 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujębardzo ci wspolczuje to straszne co cie spotkalo,nie napisalas nic o wsparciu najblizszych......czy sa?niewiem jak ja bym zachowala sie w takiej sytuacji ale mysle ze lapalabym sie kazdej mozliwej pomocy,ty nie mozesz byc z tym sama!!!!!!to przede wszystkim ty potrzebujesz wsparcia i sily....zeby pomoc corce to ty musisz miec sile . 4 Odpowiedź przez daria1968 2011-06-13 09:59:26 daria1968 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-02 Posty: 1,325 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujęNadzór kuratora to dobry pomysł - może szpital będzie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem nie byłaby jakaś placówka szpitalu nafaszerują ją lekami i będzie po dziecku - a tam będzie miała wyjdzie sobie o tak po prostu na spotkanie z lubym. 5 Odpowiedź przez malinka90 2011-06-13 10:07:25 malinka90 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-16 Posty: 226 Wiek: Owocny :D Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję z tego co piszesz Twoja córka nie jest chora na głowe wiec psychiatryk odpada ona przechodzi okres buntu gdzie matka , szkoła, obowiązki odchodzą na bok. Liczy sie tylko ona, jej potrzeby itd. Wydaje mi sie że kurator byłby najlepszym rozwiązaniem jesli chodzi o placówki wychowawcze nie radziłabym... córka mogła by wyjsc jeszcze bardziej zgorszona.. nowe i wcale nie lepsze towarzystwo na pewno by nie pomogły rozwiazac Twojego problemu. Może któegoś dnia pośledź swoją córke??? zobacz dokąd sie udaje? z kim przebywa tak na prawde? i co robi? Ale tak jak napisałam jeśli nie dajesz sobie już rady poproś o pomoc kuratora. Jeśli Coś Kochasz - Puść To WolnoJeśli Wróci - Jest TwojeJeśli Nie - Nigdy Twoje Nie Było... 6 Odpowiedź przez daria1968 2011-06-13 11:21:40 daria1968 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-02 Posty: 1,325 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję malina90 - śledzenie,węszenie to też nie najlepszy pomysł - będzie bunt do kwadratu...A mogłabyś się wybrać z córą do kina,na jakieś zakupy - i ani słowa o szkole,wagarach - tylko Ty i córa...bez - naprawdę jest tak żle w tych się mylisz? 7 Odpowiedź przez Bullinka 2011-06-13 12:03:40 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2011-06-13 12:06:11) Bullinka Redaktor Działu Prawo, Psychologia i Emigracja Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-04-10 Posty: 1,114 Wiek: 50 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję W placowkach wychowawczych naprawde jest zle. Katastrofalnie zle. To oddzielny swiat, majacy swoje zasady. Tam corka starci reszte tego kim jest i stanie sie kims zupelnie oddawaj jej do placowki-chyba, ze znajdziesz jakas super i zalatwisz jej miejsce. Pamietaj jednak, ze najpierw kurator i jesli on nie odniesie skutku to corka moze trafic do osrodka do 21 roku zycia. Ja swoja oddalam do jednej z nielicznych, prawdziwie dzialajacych i "naprawiajacych" placowek na swoj wniosek-bylam wtedy bardzo chora i wykorzystalam ten fakt zanim zapadl wyrok skazujacy ja na pobyt tam do 21 To byla trafna decyzja, jednak dobrych placowek jest na lekarstwo a byle jaka wypaczy jej rada: przestan krytykowac, narzekac na chlopaka-to ja tylko dodatkowo motywuje, aby z nim byc. Zaproponuj wyjscie gdzies, gdzie lubi i na tym wyjsciu trzymaj buzie na klodke na tematy, ktore "sie porobily", Zrob po prostu dzien matki z corka i zapytaj czy raz w tygodniu mialaby ochote na cos podobnego. Badz tam z nia bez gadania, smecenia i jeczenia o ty co boli. Jesli zobaczy, ze potrafisz z nia byc-powoli zacznie sie robic lepiej. Cudow nie oczekuj-od razu nie stanie sie masz dobra sytuacje- ona jest zdrowa-w przeciwienstwie do mojej. I'm so lonely, broken angel... Polamano mi skrzydla i odebrano z klawiatury polskie znaki diakrytyczne... 8 Odpowiedź przez Kami90 2011-06-13 16:59:49 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2011-06-13 17:00:19) Kami90 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-13 Posty: 8,007 Wiek: 24,5 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Co do placówkę wychowawczych mam takie samo zdanie jak poprzedniczka. Raz zmiana środowiska, dwa zmiana środowiska na patologiczne (co z tego że się tam mają nawracać jak i tak w większości są zdemoralizowani) 3 to instytucja totalna, inny świat niż ten tutaj, takie placówki wypaczają psychikę już wcześniej wspomniałam, rozmowa, bez trucia, wspólne wyjście, kino, kawa, zakupy, wyciągnięcie od niej czegoś z jej życia i nie krytykowanie, cierpliwie czekać, aż sama zrozumie(okres buntu mija) lub gdy kurator rzeczywiście zostanie ustanowiony i będzie musiała zmienić swoje zachowanie. "Uśmiechnięci, wpół objęci spróbujemy szukać zgody,choć różnimy się od siebiejak dwie krople czystej wody." W. Szymborska 9 Odpowiedź przez Wielokropek 2011-06-13 17:26:21 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-13 17:29:58) Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,007 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję zwłoki żony napisał/a:Wariuję,Mam 17 córkę, od 3 lat związaną z chłopakiem z borderline, jest dla niej wszystkim, jak sekta. Nie liczy się nic. Z miłej, uśmiechniętej dziewczyny zrobił się potwór. Czasem ma ludzkie odruchy, ale to tylko wychodzi do szkoły, ale tam nie trafia, zawaliła pierwszy rok ogólniaka, szkoła chce skierować sprawę do sądu rodzinnegoi ustalić pomogła terapia z psychologiem, potraktowała to jak kolejne udogodnienie, poczuła się jak w amerykańskich filmach mając psychoterapeutę, nie pomógł psychiatra. Dałam jej wybór, albo jest zdrowa i chodzi do szkoły, albo chora i kładzie się do szpitala. Jak wszystko, zlekceważyła. Wiem doskonale, że gra na moich uczuciach, wiem, bo przeszłam z nią anoreksję, narkotyki, samookaleczenia, wie, że drżę o jej robi co chce, wychodzi kiedy chce, wraca przed 22, zgodnie z umową, ale nigdy nie odbiera telefonów ode mnie i nie wiem gdzie pomagają pogróżki, zakazy i nakazy, jest twarda i ma totalnie wszystko w nosie, liczy się tylko z wiatrakami, psychiatra zalecił oddanie jej na oddział ... ale , ale , ale nie wyobrażam sobie mojego dziecka w szpitalu i znów okazuję swoją słabość. Nie wiem czy to najlepsze dla niej rozwiązanie... co robić? sama sobie z tym nie poradzę, a ile mogę patrzeć jak marnuje sobie życie ? jak długo czekać, aż zmądrzeje ? jak długo rozmawiać bez skutku?Jaki jest powód propozycji umieszczenia Twojej córki w szpitalu psychiatrycznym?Czasami pobyt w szpitalu jest jedyną okazją do prawidłowego dopasowania farmakoterapii, czego wielokrotnie nie można zrobić w warunkach jednak jedynym powodem umieszczenia jej w szpitalu jest Twoje "chlapnięcie ozorem", to mi do głowy jeszcze jeden pomysł, tutaj na forum nie zgłaszany. W Warszawie istnieje Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii "Kąt", oprócz gimnazjum jest tam też liceum. Z Twojego opisu zachowań córki wynika, że byłaby to dobra alternatywa dla niej. Szkoła jest prowadzona przez, naprawdę, dobrych specjalistów (psycholodzy, socjoterapeuci), którzy potrafią się dogadać z młodzieżą nie mieszczącą się w ramach tzw. grzecznych dzieci. Nie wiem jak jest to w roku bieżącym, ale były do niej przyjmowane dzieci i młodzież z całej Polski. Podaję link do ich strony: się ze szkołą, porozmawiaj. Może jest to dobre wyjście z sytuacji i Twoja córka "stanie na nogi". Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 10 Odpowiedź przez dagaczek 2013-02-27 18:12:45 dagaczek O krok od uzależnienia Nieaktywny Zawód: technik administracji Zarejestrowany: 2012-06-26 Posty: 61 Wiek: 32 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję mam pytanie czy te Ośrodki Socjoterapeutyczne faktycznie pomagają? mam problemy z 10 letnim synem i właśnie planuję go wysłać do takiej szkoły bo w domu już z nim nie wyrabiam ( nic nie pomaga nawet psycholog ani psychiatra) nie daję poprostu rady ale też obawiam się czy nie będzie gorzej po takiej szkole... jestem już u kresu załamania psychicznego uważam że to ostatnia szansa na "naprawienie" syna ale właśnie trochę boli to że muszę się posunąć tak daleko a co będzie jeśli to nie pomoże.. syn zachowuje się jak mały sadysta znęca sie psychicznie a czasem nawet fizycznie nade mną...... dobro wraca.. 11 Odpowiedź przez Vian 2013-02-28 01:50:13 Vian 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-23 Posty: 6,969 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujęJaką diagnozę ma syn? 12 Odpowiedź przez ad574 2013-02-28 02:43:23 ad574 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-28 Posty: 1 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Czy rozważyłabyś może innego psychologa? Albo psychiatrę, który zapisałby odpowiednie leki (byćmoże przeciwdepresyjne byłyby pomocne). Jeśli córka ma skłonności do samookaleczenia, przechodziła anoreksję i miała problemy z narkotykami, wygląda na to, że chce za wszelką cenę zwrócić Twoją uwagę- pokazuje, że potrzebuje pomocy, może wspólna wizyta u psychologa/psychiatry byłaby korzystniejsza niż tylko wysyłanie córki samej? Lub nawet w trójkę córka, jej chłopak i córka ma myśli samobójcze, lub były w przeszłości jakieś próby samobójcze, to być może szpital i odizolowanie od wpływów znajomych/środowiska przyniosłoby pozytywne efekty. Tak, szpital to stygmatyzacja choroby psychicznej, ale w takich sytuacjach może uratować życie. 13 Odpowiedź przez Vian 2013-02-28 07:23:30 Vian 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-23 Posty: 6,969 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujęJak coś to pytanie o 17-letnią córkę jest sprzed 1,5 roku i pewnie jest cokolwiek jest post o 10-letnim synu dagaczek. 14 Odpowiedź przez End_aluzja 2013-02-28 09:31:40 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję są dwie formy wsparcia dla dziecipierwszy to młodzieżowy ośrodek socjoterapeutyczny - do którego rodzice mogą sami skierować dziecko. dagaczek, czy twój syn nie jest za małe na ośrodek?czy nie warto zastanowić się nad przyczynami takiego zachowania? socjoterapia dotyczyłaby tylko jegoa czy nie sądzisz, że może potrzebna jest terapia całej waszej rodziny?jesli dziecko w tym wieku pójdzie do MOS, poradzi sobie z problemami, znajdzie tam wsparcie terpautów.. to kiedy w jaki sposób zbudujesz sobie relacje i autorytet z nim? kim będziesz jak nie bezradną matką, która nie próbowała sobie radzić z problemem?chyba, że próbowałaśchyba, że korzystałaś ze wsparciachyba, że uczyłaś się, jak reagować, jak rozmawiać z dzieckiem, jak słuchać dziecko, jak radzić sobie z problemamina ile problemy wychowawcze z twoim synem są problemami waszych relacji??Młodziezowe ośrodki Wychowawcze (nie wiem czy to macie na mysli pisząc placówki wychowawcze) są różne... trafiają tak różne dzieciaki, z różnym pakietem zachowań, czesto agresywne, czesto niedostosowaneuważam, że tak czy siak są lepsze niż szpital- TWOJA CÓRKA NIE JEST CHORA PSYCHICZNIE - twoja córka jest psychicznie niestabilna, pogubiona, zagubionapotrzebuje wsparcia i tego by stanąc na nogipewnie jest tak, jak ktoś wcześniej napisał, czasami trzeba dotknąc dna by się odbić.. ale:ona jest jeszcze dzieckiemona już woła o pomoc (cięcie się, anoreksjai tak dalej...) a ty jesteś jej rodzicem, jej opiekunem i twoim obowiązkiem jest pomocy jej udzielić.. nawet jesli ona dzisiaj uważa, że jej od ciebie nie chceporozmawiać z kuratorami, znają takie dzieciaki, wiedzą, co się z nimi dzieje...pomóz jejale nie leczona nie jest CHORA w znaczeniu farmakologiczno - organicznymona ma chorą dusżę... serca na zakręcie...rozpoznamy się;) 15 Odpowiedź przez End_aluzja 2013-02-28 09:34:20 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję dagaczek napisał/a:mam pytanie czy te Ośrodki Socjoterapeutyczne faktycznie pomagają? mam problemy z 10 letnim synem i właśnie planuję go wysłać do takiej szkoły bo w domu już z nim nie wyrabiam ( nic nie pomaga nawet psycholog ani psychiatra) nie daję poprostu rady ale też obawiam się czy nie będzie gorzej po takiej szkole... jestem już u kresu załamania psychicznego uważam że to ostatnia szansa na "naprawienie" syna ale właśnie trochę boli to że muszę się posunąć tak daleko a co będzie jeśli to nie pomoże.. syn zachowuje się jak mały sadysta znęca sie psychicznie a czasem nawet fizycznie nade mną......są młodziezowwe ośrodki socjoterapeutyczne całodobowe i dziennemoże na pozątek wyslij go do takiego dziennego?moim zdaniem warto skorzystać z takiego wsparcia.. ale tez powinnas ty z niego korzystaćbo musisz wiedzieć co robić, jak się zachowywać... musisz też wiedzieć, co zrobić, żebys TY dała sobie radę z takim problemem... mam nadzieję, że w twojej okolicy jest taki ośrodek dzienny;) serca na zakręcie...rozpoznamy się;) 16 Odpowiedź przez halinka87 2013-02-28 12:34:21 halinka87 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-26 Posty: 26 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujęByć może szpital psychatryczny to za mocny krok? Przemyśl to jeszcze 17 Odpowiedź przez dagaczek 2013-03-04 18:22:15 dagaczek O krok od uzależnienia Nieaktywny Zawód: technik administracji Zarejestrowany: 2012-06-26 Posty: 61 Wiek: 32 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję ogólna diagnoza która była postawiona mojemu synowi przez psychiatrę w miejscu zamieszkania to było ADHD z tym że w ubiegłym roku był on w szpitalu psychiatrycznym dla dzieci w jego wieku na obserwacji przez dwa miesiące w innym mieście i tam lekarz psychiatra kategorycznie podważyła diagnozę i powiedziała że syn nie może pogodzic się z rozwodem ( jak miał 7 lat to rozwiodłam się z jego tatą z winy znęcania się fizycznego i psychicznego nade mną) niestety jego tatuś ma go gdzieś i od roku nawet go nie odwiedza a jak wcześniej to robił to zamiast mówić mu rzeczy że go kocha itd to mówił że tata to by chciał z mamą być ale mama nie chce bo se znalazła innego frajera i takie tam więc najbardziej prwdopodobne jest to że syn wini mnie za to że nie ma taty i dlatego się tak zachowuje poprostu jestem jego wrogiem.. to bardzo przykre bo bardzo sie staram żeby syn miał szacunek do mnie do innych dorosłych do dzieci w szkole ale niestety nie idzie tak jakbym chciała.. co do psychologów to mamy 5-go w tym czasie (jeden bardzo dobry psycholog powiedział mi że przez 20 lat pracy w zawodzie nie spotkał się z tak trudnym dzieckiem na które nic nie działa ani kary ani nagrody) robię wszystko co karzą psycholodzy i bez skutku jak syn bił i wyzywał tak wciąż to robi fakt po tym szpitalu był czas jak tak nie robił ale wszystko wróciło.. faszerowałam go już lekami od psychiatry różnymi które nic nie dały i stwierdzam że nie będę więcej dawać leków bo po co niszczyć żołądek.. co do óśrodka dziennego to u nas na pomorzu nie ma takich Ośrodków ten który znalazłam i tak jest 140 km od domu no ale co ja mam zrobić jak nic nie pomaga poprostu znowu jestem ofiarą przemocy domowej z tym że oprawcą jest moje 10letnie dziecko dobro wraca.. 18 Odpowiedź przez End_aluzja 2013-03-05 13:07:12 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję dagaczek twoj syn, jak podejrzewam, powtarza zachowania ojcapewnie jakis psycholog ci powie, że mały czuje się odrzucony i robi wszystko, żeby ojciec go akceptował, czyli staje się taki jak on...myslę, że ośrodek socjoterapeutyczny to dobre rozwiązaniejestes na tyle świadoma tego co się dzieje, że będziesz ściśle wspólpracowała z terapeutami z ośrodka..trzymam kciuki... biedny ten twój synekwyobrażasz sobie, jaki on musi być wewnętrznie pogubiony?wyobrazam sobie, jak cięzko musi być tobie.. kochasz syna.. a jednoczesnie nie akcpetujesz (słusznie) jego zachowań...powodzeniapozbieraj opinie o osrodkachniektóre sa lepsze, inne gorsze...pojedź na spotkanie w dzien powszedni.. przeejdx sie po ośrodku, pogadaj z kierownikiem, wejź do jakies grupy.,..jes;li trafisz gdzies, gdzie ktoś będzie próbował cię odstawić na boczny tor - nie ma czasu, musi sie pani umówić, dorosli nie wchodza na teren ośrodka, to nie pani sprawa.... szukaj innego miejscaośrodek do dodatkowy system wsparcia dla rodzicówjesli trafisz do ośrodka który nie uszanuje cienbie, twoich potrzeb i obaw.. to nie dawaj tam dziecka serca na zakręcie...rozpoznamy się;) 19 Odpowiedź przez monnna 2013-03-05 16:02:51 monnna Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-25 Posty: 40 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariujęzależy do którego szpitalowi nie lekarz tak zalecił moze cos w tym itp to juz powazna mama tez przezywala i nie chciala oddac mnie za pierwszym razem pod opiekę szpitala, ale treraz uważamy ze był to dobry jest sie juz w jakis sposob "naznaczony" ale na szczescie przyznawać sie do tego nie trzeba. 20 Odpowiedź przez dagaczek 2013-03-05 19:31:49 dagaczek O krok od uzależnienia Nieaktywny Zawód: technik administracji Zarejestrowany: 2012-06-26 Posty: 61 Wiek: 32 Odp: Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję dziękuję bardzo za wsparcie.. fakt nie jeden psycholog już mówił że małemu brak miłości ojca i zainteresowania dlatego mój partner traktuje małego jak własnego syna choć to nie to samo ale i tak stara się pokazać mu jak najwięcej uczucia samo to że mały przytula sie więcej do niego niż do mnie pokazuje że brak ojca.. ale dziękuję że napisałaś o tym że mogę posprawdzać sobie te ośrodki bo o tym nie miałam pojęcia myślę że postaram się zrobic tak jak piszesz o tyle o ile będzie to możliwe bo bardzo pragnę żeby ośrodek nam pomógł a nie zaszkodził kocham syna i zrobię wszystko co w mojej mocy żeby nie był taki jak jego ojciec.. monnna: mam nadzieję ze pomoże i faktem jest że w przyszłości nie będzie musiał się chwalić gdzie i ile czasu przebywał ważne jest aby nauczył się szanować ludzi i tego że nie wolno bić dziękuję Wam.. pozdrawiam dobro wraca.. Posty [ 21 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy oddać dziecko do szpitala psychiatrycznego? Pomóżcie, wariuję Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021
Prof. dr hab. n. med. Iwona Małgorzata Kłoszewska Psychiatra , Łódź. 85 poziom zaufania. Zwykle szpitale psychiatryczne nie ograniczają odwiedzin, poza szczególnymi sytuacjami. Jako osoba niespokrewniona nie uzyska Pani informacji od lekarza, chyba, że chłopak Panią do takiej rozmowy upoważni.
W ramach naszej nowej kampanii "Prawda" przypominamy wybrane teksty Onetu, które wpłynęły na otaczającą nas rzeczywistość. W najbliższych miesiącach na stronie głównej będą prezentowane kolejne artykuły z serii #wybieramyPrawdę. Odwiedź stronę Daria ma 16 lat i właśnie próbowała się zabić. Dwa razy. Po drugiej próbie na sygnale odwiozą ją do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie, zwanego Dziekanką. Na oddział 12. trafiają tam dzieci z chorobami i zaburzeniami psychicznymi, ale również te po próbach samobójczych, niepełnosprawne umysłowo i tzw. trudna młodzież, z którą nie radzą sobie nawet w ośrodkach wychowawczych. 16-letnia Daria dwa razy próbowała się zabić. Po drugiej próbie trafiła do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie, zwanego Dziekanką. Zniszczona część Rok wcześniej. 15. urodziny Darii. Gdyby ktoś jej powiedział, że kolejne ledwo przeżyje, nie uwierzyłaby. Facebook pika od życzeń. "Kochanie, jesteś już #hot15!", "Życzę ci normalnych przyjaciół, cudownego bojfrenda i żebyś zawsze tak pięknie rysowała", "Śmiej się cześciej, wariatko", "Wszystkiego naj, głupolu!". Takie tam przekomarzanie się nastoletnich kumpeli. Jest ich sporo, tych ze szkoły i tych z kółka plastycznego, na które Daria biega po lekcjach, ale i tak jej najlepszą przyjaciółką jest mama. Tylko jej zwierza się ze wszystkiego: z tego, że chciałaby nauczyć się jeździć na motocyklu i że Janek, ten z równoległej klasy, dziś się do niej uśmiechnął. Może faktycznie czasem Daria wygląda na smutną, ale przecież nie ma powodów. No może ten jeden: ojciec znowu nie zadzwonił na urodziny. Nie zadzwonił, bo mama, jej ukochana, najlepsza mama, nie pozwala im się kontaktować. Daria pamięta go tylko z wczesnego dzieciństwa. Wypytuje, ale nie dostaje odpowiedzi. Dlaczego się rozwiedli? Dlaczego nie może go zobaczyć? Nigdy się tego nie dowie. Męczy ją to tak bardzo, że rozmowy z mamą przeradzają się w kłótnie. Nie satysfakcjonują jej już argumenty, które przyjmowała jako dziecko. W końcu matka ulega, zgadza się na spotkanie. Dzwoni do byłego męża, ale dowiaduje się, że jakiś czas temu zmarł na zawał. To pierwszy cios, który Darii wymierza życie, drugi będzie nokautujący. - Dowiedziałam się, że już go nie poznam, dlatego tak trudno było mi się pozbierać – opowiada Daria. – Niedługo potem okazało się, że mama ma raka. Na początku wierzą, że uda się pokonać chorobę, w końcu rak jest dziś uleczalny. Niestety nie ten wykryty za późno, w zaawansowanym stadium i z przerzutami. - Mama chciała ze mną rozmawiać o tym, co będzie, jeśli... Co zrobię, gdzie będę mieszkać, jak sobie poradzę… Ja nigdy jednak nie chciałam. Nie myślałam o śmierci, bo po co? Dlaczego miałam myśleć o czymś przykrym, zamiast korzystać z tego, że jeszcze mam ją przy sobie? Tak wtedy myślałam… Daria reaguje wyparciem. Nie chce rozmawiać o tym, co nastąpi. Nie chce patrzeć na swoją mamę bez włosów. Prosi ją, żeby chodziła przy niej w peruce albo nakryciach głowy. Gdy zauważy kawałek łysiny, zamyka się w pokoju i płacze. Może, jak będzie udawać, że choroba nie istnieje, to naprawdę zniknie. Mama odchodzi któregoś ranka: - Kiedy umarła, czułam jak część mnie właśnie została zniszczona. Jakby ktoś zbombardował połowę miasta. To był szok. Nie byłam na to przygotowana. Przez kilka dni z nikim nie rozmawiałam, przez trzy tygodnie nie chodziłam do szkoły. Zamieszkałam u brata. Ciągle chodziłam ze spuchniętymi powiekami. Płakałam w dzień i w nocy, śniła mi się. Te sny nie są złe, ale Daria i tak trochę się boi. Raz, kiedy mama jeszcze żyła, Daria zażartowała, że może ją po śmierci nawiedzić. Zrobi jej herbatkę i pogadają. Którejś nocy w domu słychać kroki, czuć czyjąś obecność: - Bałam się, że naprawdę przyszła do mnie na tę herbatę. Daria mieszka u rodziny, ale jest z nią coraz gorzej. Ból po stracie najbliższej osoby jest niewyobrażalny, w dodatku pojawiają się dziwne myśli. Jeśli nie ma mamy, to dlaczego ona ma żyć? Jej głowa zaczyna szaleć. Daria: - Krzyki, piski, autodestrukcja, drapanie, bicie paskiem, cięcie, wszystko byle się ukarać najboleśniej. Ukarać, bo czuje się winna, choć sama nie wie dlaczego. Najgorzej jest w urodziny. Głodzi się od dwóch dni. Śpi na ziemi, nie ma siły wstać ani nawet płakać. Leży ciągle w tej samej pozycji, rozmawia ze sobą w myślach, marzy o tym, żeby zasnąć i się nie obudzić. W końcu postanawia zamienić to marzenie w czyn. - Przyszedł taki dzień, kiedy przesadziłam. Nie przypadkiem, specjalnie. Wzięłam silne tabletki nasenne, zostały jeszcze po mamie. Karetka, toksykologia, płukanie żołądka: - Dwa dni czułam się jak w śpiączce, a tak naprawdę robiłam im niezłe jazdy. Wyrwałam sobie wenflon, pocięłam się plastikowym nożem do krwi i dwa razy wyrwałam się z pasów, którymi musieli mnie przypinać do łóżka. Niektórych niedoszłych samobójców pobyt na toksykologii stawia do pionu. Po takim doświadczeniu w jakimś sensie trzeźwieją, przestają myśleć o odebraniu sobie życia. Ale nie Daria - ona żałuje, że ją odratowali. Po powrocie do domu odmierza 182 tabletek: uspokajających i przeciwbólowych. Potem tnie jeszcze rękę, równo, po żyłach. - Znowu płukanie żołądka, znowu toksykologia i jeszcze szycie. Ale tym razem już mnie nie puścili do domu. Jadąc na sygnale do szpitala psychiatrycznego, czuje się jak zabójca. Za karę - Raz! Raz! Raz! Wstajemy, dziewczyny! – pielęgniarz wchodzi do pokoju i wszystkim zrzuca kołdry. Pierwsza pobudka Darii w szpitalu wyglądała jak w wojsku. Zszyty nadgarstek boli ją i swędzi. Prosi pielęgniarza o zdjęcie szwu, na wypisie z toksykologii jest napisane, by zrobić to po trzech dniach. Pielęgniarz stwierdza jednak, że to za wcześnie. Ma przyjść we wtorek. We wtorek okazuje się, że bez zgody lekarza prowadzącego nic nie można zrobić, a lekarz będzie dopiero w czwartek. Do tego czasu wdaje się zakażenie, ale przynajmniej wreszcie ściągają szew. Dzieci na oddziale rzucają przedmiotami, krzyczą, zaczepiają. Jedna dziewczynka wszystkich bije po pupie. Niektórzy pacjenci, zwłaszcza ci młodsi, śmieją się z niedoszłych samobójczyń. Darii to nie dziwi, trudno im zrozumieć, że ktoś chce odebrać sobie życie. Jedną z dziewczyn, która rozumie, jest Ola - w "Dziekance" od miesiąca. Luźne spodnie, bluza z kapturem narzuconym na nieuczesane włosy, harda postawa. Sama przyznaje, że ma trudny charakter i problemy z agresją. Na oddział trafiła po tym, jak pocięła się żyletkami. - Problemy w domu i nie tylko – wyjaśnia lakonicznie. - Wiem, że inni mają gorzej, ale jeśli matka, zamiast być przy dziecku, być z niego dumna, woli krzyczeć, nie doceniać tego, jak się stara... – wymienia Ola, gdy dopytuję o te problemy. - Zero wsparcia i miłości. Od dzieciństwa tylko krzyki, awantury, bicie. W szpitalu wcale nie jest lepiej. Ola opisuje przeszukiwanie przez pielęgniarzy. Zdarza się, że dzieciaki przemycają papierosy i trawkę, ale też żyletki, długopisy... cokolwiek, czym można się pociąć. Żeby sprawdzić, czy pacjenci nie mają przy sobie zakazanych przedmiotów, pielęgniarze każą im rozebrać się do naga. U Oli wywołuje to traumatyczne wspomnienia - jako dziecko była molestowana przez ojca. To z tego powodu cztery razy próbowała się zabić. "Kiedyś bałam się ciemności, myśląc, że mieszkają w niej potwory. Potem zrozumiałam, że najgorsze potwory mieszkają w ludziach" – pisze w chwili słabości, ale taka chwila zdarza jej się rzadko. Nie chce litości. - Oni tam psują człowieka i jego psychikę – mówi Ola. – Nie pomogą, bo nie rozumieją, jak my się czujemy i co przeszliśmy. Myślą, że z dnia na dzień będziemy żyć pełnią życia, a jak nie, to nafaszerują nas prochami. W psychiatryku jest jak w dziczy, żeby przetrwać, trzeba mieć głowę na karku. Jak w dziczy jest wtedy, gdy pacjenci wdają się w bójki. Albo jak nastolatki uprawiają seks w łazience. Albo jakiś chłopak gwałci dziewczynę z pokoju obok. Albo inny wiesza się na ramie łóżka, podcina żyły końcówką długopisu czy nawet temperówką. Ale pacjenci to według moich rozmówczyń niejedyne zagrożenie. - Jak ktoś chce się pociąć, to zapinają go w pasy albo dają tabletki nasenne – mówi Ola. – Tak samo robią z osobami agresywnymi lub po prostu niepełnosprawnymi. Kiedy robią coś, co nie podoba się pielęgniarzom, to zapinają w pasy i zakładają pampersa. Czasem zamykają pacjentów w sali, nie możesz wyjść. Jak wyjdziesz, to dostaniesz szprycę, taki zastrzyk, po którym śpisz godzinami. Daria mówi, że najbardziej było jej żal dzieci niepełnosprawnych umysłowo: - Były szarpane i bite, jeśli np. rzucały przedmiotami, krzyczał czy coś psuły. Widziałam to. Oczywiście bite nie tak, żeby został ślad, tylko żeby poczuły, że zrobiły źle. Okropieństwo. Pamiętam też sytuację ze stołówki. Zawsze był tam dyżurny, który mył stoły brudną szmatą po posiłku. Jeden pielęgniarz wziął kiedyś tę szmatę i zaczął wycierać nią buzię dwójce niepełnosprawnych dzieci... Jeden chłopiec rzucił krzesłem i od razu zapięli go w pasy na cały dzień. Ola dodaje, że niepełnosprawnym dzieciom dostaje się za to, że są chore i zdarza im się robić coś, czego nie kontrolują: - Żyją we własnym świecie i nie rozumieją, co się dzieje w tym rzeczywistym. Była taka dziewczyna, miała ciężką chorobę psychiczną, głównie siedziała zamknięta w izolatce. Jak się przechodziło, to było widać, że wgapia się w ścianę albo patrzy przez szybkę. Kiedyś, podczas zmiany pieluchy, odgryzła pielęgniarzowi paznokieć. Tak się wkurzył, że zapiął ją w pasy na tydzień. Moim zdaniem w takim miejscu powinny być kamery albo osoba, która stale kontroluje, żeby nie zdarzały się takie rzeczy. Oni tam biją, szarpią, targają po podłodze. Po prostu przemoc. Niepełnosprawne umysłowo dzieci rzadko się skarżą. Zresztą niektóre nie mają nawet okazji. Jeden z pacjentów, chłopiec, jest na oddziale od czterech lat z przerwami. Mama dzwoni do niego rzadko, jeszcze rzadziej odwiedza, nie przywozi jedzenia, jak inni rodzice. Chłopczyk chodzi po oddziale, zaczepia inne dzieci i pyta, czy poczęstują go jakimś smakołykiem. - Z koleżankami, jak wyjeżdżałyśmy, zostawiłyśmy mu dużo słodyczy – mówi Daria. W opowieściach obu dziewcząt przewijają się te same imiona pielęgniarzy. - Są też miłe, pomocne osoby, ale to wyjątki. Pytam, czy pacjenci zgłaszali incydenty przemocy. Daria i Ola twierdzą, że tak, ale rozmowy nic nie dawały. - Ja bałam się rozmawiać z ordynatorką. To ona decydowała o wszystkich wypisach. Bałam się, że jak powiem coś nie tak, to mnie szybko nie wypuści – wspomina Daria. Dodaje, że karą za niesubordynację pacjenta bywa przedłużenie pobytu. Ola stwierdza, że "tam" ciężko wytrzymać dwa tygodnie, a co dopiero dwa miesiące czy cztery, jak niektórzy. Robi się i mówi wszystko, żeby wyjść. - To jak więzienie: kraty, przepustki, krzyki, poniżanie i psiowate jedzenie – stwierdza dziewczyna. – Po dwóch tygodniach możesz iść do szkoły, ale to nie to samo, co normalna szkoła. A jeśli chcesz wyjść na dwór albo z rodziną, to musisz być grzeczny i niczego nie odwalać. Namiastka W czwartki jest zebranie. Ordynatorka, lekarze, pielęgniarze, psycholodzy i pacjenci spotykają się i rozmawiają o tym, jak minął tydzień. Dziewczyny, mimo że trafiły tu z powodu prób samobójczych, nie chodzą na psychoterapię. Z lekarzem spotykają się raz w tygodniu. To także czas na raport, czyli zdanie relacji z tego, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni, czy pojawiły się jakieś problemy, sytuacje wymagające rozwiązania. Młodsze dzieci zawsze mają jakieś "ale", starsze rzadko. Twierdzą, że jest okej. Chcą tylko opuścić szpital. Daria mówi, że na oddziale są dzieci i nastolatki, które trafiły tu "za to, że chciały się zabić, za agresję, za ćpanie". Z ust Oli pada podobna kwestia: zamknęli ją w szpitalu "za próbę samobójczą, za marihuanę i agresję". "Za" – tak jakby pobyt w szpitalu był dla nich karą, a nie formą pomocy. I rzeczywiście młodzi pacjenci tak to traktują. Plan działania nasuwa się więc sam. - Wypuścili mnie po dwóch tygodniach, bo dzień w dzień wmawiałam im, że życie jest piękne – opowiada Daria. - Lanie wody o tym, jak to czuję się lepiej. Mówiłam, że znalazłam sens życia, że rozumiem, że źle robiłam. Wszyscy tak mówili, więc ja też zaczęłam. I zadziałało. Po wyjściu jest lepiej, ale tylko dlatego, że wreszcie czuje się wolna. Ze swoją psychiką, mimo wsparcia najbliższych, nie radzi sobie do dziś: - Wszystkie wspomnienia są pochowane z tyłu głowy, ale czasem się budzą i znów zaczyna się fala autodestrukcji. Moje ręce już nigdy nie będę wyglądały normalnie. Oli dopiero po sześciu tygodniach udaje się przekonać lekarzy, że czuje się dobrze i może wracać do domu. - Szczerze? – pyta. – Miałam po wyjściu momenty załamania i było kilkanaście kresek. Nauczyciele, znajomi, którzy wiedzą, że mam pocięte ciało, patrzą na mnie jak na psychopatkę, to samo rodzina. To uciążliwe, a wspomnienia tak czy siak wracają. Szkolni psychologowie nie potrafią nam pomóc. Daria jest pod stałą opieką psychiatry, wróciła do szkoły, stara się normalnie żyć. Jest jedna rzecz, która trzyma ją w pionie. To jej pasja – motocykle. Robi właśnie prawo jazdy, odkłada każdy grosz, żeby kupić sobie własny pojazd – to jej marzenie, dzięki któremu jutro wydaje się trochę jaśniejsze. Mówię jej coś, co pewnie słyszała już setki razy – że jest bardzo dzielna. Odpowiada, że wcale się za taką nie uważa. - Gdyby nie moja słabość, nie straciłabym miesiąca na pobyty w szpitalach. Po dłuższym namyśle Daria stwierdza, że może szpital trochę jednak "pomagał" pacjentom: - Wszyscy mówili przy wyjściu, że już nigdy nie zrobią czegoś głupiego, żeby znowu tu nie trafić. Słowo przeciwko słowu W lipcu 2017 r. - już po wyjściu Darii i Oli ze szpitala - na stanowisku ordynatora oddziału dziecięco-młodzieżowego w "Dziekance" nastąpiła zmiana, zmienił się również dyrektor całej placówki. Nowa ordynatorka, dr Katarzyna Olszewska nie chce komentować sytuacji, które miały miejsce, zanim zaczęła tu pracę. Po szczegóły dotyczące zasad panujących na oddziale 12. odsyła do dyrektora placówki ds. lecznictwa, dr. Artura de Rosiera, który z kolei prosi mnie o oficjalne pismo. Nieoficjalnie, od jednego z pracowników słyszę: "Zdarzają się tu różne rzeczy, nie oszukujmy się". Udaje mi się skontaktować z pielęgniarzem, którego Daria zapamiętała jako jednego z agresywnych. Gdy proszę go o rozmowę i odniesienie się do słów dziewczynki, irytuje się. - Musiałaby pani zapytać tę pacjentkę o powód hospitalizacji – ucina dyskusję. Po dwóch dniach otrzymuję oficjalną odpowiedź od dyrektora placówki Marka Czaplickiego. Czytam w niej "Specyfika schorzeń, jakie leczymy, powoduje, że zachowania pacjentów bywają różnorodne, w tym agresywne, roszczeniowe, oportunistyczne. Personel oddziału psychiatrii dzieci i młodzieży jest personelem fachowym, potrafiącym sobie radzić w różnych sytuacjach pracy terapeutycznej. Tym samym absolutnie zaprzeczam, by w oddziale mogły mieć miejsce zachowania personelu, jakie opisuje pani w piśmie (...)". Dyrektor przekonuje również, że opieranie się na subiektywnym odbiorze tylko jednej osoby (pismo wysłałam do szpitala po rozmowie z Darią, przed rozmową z Olą) jest krzywdzące i nieuzasadnione. Podałam dyrekcji szpitala imiona pielęgniarzy, których obie dziewczynki zapamiętały jako najbardziej agresywnych. Nie uzyskałam jednak odpowiedzi na pytanie, czy zostaną podjęte jakiekolwiek kroki, by skontrolować zachowanie pracowników. Kontrolę w "Dziekance" przeprowadziło za to Biuro Rzecznika Praw Pacjenta. Jak się dowiedziałam, od początku roku ze strony pacjentów wpłynęły cztery skargi dotyczące funkcjonowania "Dziekanki", żadna nie dotyczyła jednak oddziału dziecięco-młodzieżowego. Urzędujący na miejscu Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego przekonuje, że rozmawiał z obecną i byłą ordynatorką oddziału, a także z pacjentami, którzy w tej chwili w nim przebywają. Ani oni, ani ich opiekunowie nie zgłosili żadnych nieprawidłowości dotyczących nieetycznego zachowania personelu. "Wręcz przeciwnie, pacjenci ocenili relacje z tymi osobami jako pozytywne, a w przypadku jednego z pielęgniarzy dodatkowo wskazali na jego opiekuńczość i troskę" – czytam w liście od rzecznika praw pacjenta Bartłomieja Chmielowca. - Oczywiście będę na bieżąco monitorował tę sprawę, ponieważ bicie, szarpanie czy też karanie pacjentów w szpitalach jest niedopuszczalne – dodaje Bartłomiej Chmielowiec. Dwa światy O szpitalu, w którym przebywały Daria i Ola, bywało już głośno. Po raz pierwszy w 2009 r., gdy jedna z pacjentek podczas spaceru oddaliła się od opiekunki i rzuciła pod pociąg. Rodzina oskarżyła placówkę o zaniedbanie, śledztwo jednak umorzono. Pełnomocnik szpitala, radca Leszek Sobieski w wypowiedzi dla "Głosu Wielkopolski" argumentował, że taki wypadek mógł zdarzyć się wszędzie i trudno z tym dyskutować. Mimo to po kilku latach dzieciom i mężowi kobiety udało się uzyskać odszkodowanie. We wrześniu 2012 r. pracownicy Biura Rzecznika Praw Pacjenta przeprowadzili w "Dziekance" kontrolę, która wykazała, że pacjenci szpitala byli angażowani do sprzątania, dopatrzono się także nieprawidłowości we wprowadzaniu przymusu bezpośredniego, przywiązywania do łóżek czy izolacji. Ówczesna dyrektorka "Dziekanki" Barbara Trafarska odpierała zarzuty, tłumacząc, że kontrola nie była rzetelna. Stanowczo zaprzeczyła również informacjom o złym traktowaniu podopiecznych przez personel. Kontrola miała miejsce po interwencji wolontariuszek, które zgłosiły, że jedna z pacjentek, właśnie z oddziału 12., była przywiązana pasami do łóżka. Dyrektor Trafarska przekonywała, że pacjentka ta sprawiała poważne problemy, między innymi rozbiła pielęgniarce głowę krzesłem. Miesiąc po ujawnieniu tych informacji, do "Gazety Wyborczej" napisał były pacjent "Dziekanki", który trafił tam po nieudanej próbie samobójczej. Opisywał głodowe porcje żywieniowe, brak intymności podczas obchodów i sytuacje, w których lekarze śmiali się z wizji schizofrenika. "Z tamtego okresu pamiętam też strach. Czego się baliśmy? Ja najbardziej bałem się otępiających leków. Na dzień dobry dostałem taką dawkę, że ślina ciekła mi z ust, a ja nie wiedziałem, jak się nazywam. Inni bali się przywiązywania do łóżek. Ci, co byli ze mną w pokoju, opowiadali, że jak już kogoś przywiążą, to przynajmniej na dzień, dwa. Ale tego nie widziałem. Pielęgniarki rzeczywiście straszyły pasami, i to straszyły skutecznie. Był facet, który w kółko do nich chodził i mówił, że chce wyjść do domu. Jak postraszyły go pasami, to przestał. Niektóre pielęgniarki strasznie się też na nas wydzierały: że za wolno jemy leki, że za głośno rozmawiamy przy obiedzie, że jeszcze się nie umyliśmy, że śmierdzimy. Niektórzy rzeczywiście się nie myli, ale i tak nie uważam, że wyzywanie od śmierdzieli było uzasadnione” – czytamy w tym liście. Na forach internetowych i w serwisach poświęconych usługom medycznym "Dziekanka" - jak wiele innych tego typu placówek - ma skrajne opinie. Obok negatywnych ocen, w których pojawiają się oskarżenia o złe traktowanie pacjentów, nie brakuje podziękowań, wypowiedzi o wspaniałych warunkach i pochwał dla personelu, w których pacjenci piszą, że szpital podarował im drugie życie oraz pozwolił stanąć na nogi. Te ostatnie dotyczą najczęściej oddziałów dla dorosłych. Katarzyna Szczerbowska, dziennikarka i wolontariuszka walczącej ze stygmatyzacją osób po kryzysie psychicznym Fundacji eFkropka podkreśla, że oddziałów dla dorosłych nie można porównywać z dziecięcymi. Jak twierdzi, to dwa różne światy. Katarzyna kilka lat temu opisała własną walkę z chorobą, dziś pomaga innym. Wyjaśnia, że problem dziecięcej opieki psychiatrycznej jest poważny i ma dużo szerszy kontekst: - Mamy 200 psychiatrów dziecięcych w Polsce, a potrzebujemy ich minimum 1500. Zdarza się, że w ośrodkach dla dzieci nie ma ani jednego specjalisty i pracują tam psychiatrzy dla dorosłych. Polska jest na drugim miejscu pod względem samobójstw osób nieletnich. Dzieci nie powinny być leczone w izolacji od bliskich. Zdaniem Katarzyny Szczerbowskiej rozwiązaniem byłoby rozwinięcie leczenia w modelu środowiskowym, tak by dzieci otrzymywały pomoc, ale nie były oddzielane od najbliższych: - Leczenie środowiskowe polega na dostosowaniu pomocy do danego przypadku bez konieczności izolowania osoby w szpitalu. To mogą być odwiedziny psychiatry i terapeuty u dziecka w domu, psychoterapia grupowa dla rodziny, zajęcia psychoterapeutyczne i warsztaty dla dziecka przez kilka godzin dziennie, tak by po południu mogło wrócić do domu. Jak przypomina Szczerbowska, rozwinięcie leczenia środowiskowego i ograniczenie samobójstw było jednym z celów Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Politycy program przyjęli, ale nie został on zrealizowany. Już w 2012 r. Najwyższa Izba Kontroli alarmowała, że program jest zagrożony, a na początku 2017 r. stwierdziła, że zakończył się on fiaskiem. Głównymi przyczynami porażki było niezaplanowanie środków finansowych przez realizatorów poszczególnych zadań, nieskuteczna koordynacja programu oraz ogólnikowość części celów i zadań. - Środowisko ludzi z doświadczeniem kryzysu psychicznego, bliscy chorych i lekarze zabiegają o to, żeby zaczęto tworzyć ośrodki zdrowia psychicznego – dodaje Katarzyna Szczerbowska. – Tak, by pomoc psychologiczna i psychiatryczna były bardziej dostępne i by chorzy, o ile to możliwe, byli objęci leczeniem środowiskowym. Zapomniane dzieci Rzecznik praw dziecka Marek Michalak już w 2014 r. alarmował, że dostępność psychiatrów dziecięcych jest za mała, finansowanie niedostateczne, a nadzór daleki od ideału. Informował, że na oddziałach psychiatrycznych są dzieci, które niekoniecznie powinny tam trafić. Chodziło o tzw. dzieci niegrzeczne, sprawiające problemy wychowawcze, ale niekoniecznie kwalifikujące się do leczenia szpitalnego. - Nie może być tak, że dzieci nie czują się bezpiecznie, że mają dodatkowe lęki wywołane pobytem w szpitalu – mówił Marek Michalak w rozmowie z agencją PAP. - Jeśli przebywają tam miesiącami, a czasem latami i skarżą się np. na braki w wyżywieniu czy opiece, to nie jest dobrze. Przy okresie kilkudniowym można pewne braki przeżyć bez większego uszczerbku na zdrowiu, choć i takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Ale tam, gdzie spędza się dłuższy czas, wszystkie potrzeby powinny być zaspokojone, a jeśli odpowiedzialność za to bierze państwo, to opieka musi być na najwyższym poziomie. W tym samym czasie Rzecznik Praw Dziecka złożył wniosek o objęcie dziecięcych oddziałów psychiatrycznych kompleksową kontrolą, a wsparcie obiecał mu ówczesny minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Minęły trzy lata, jednak sytuacja nie uległa zmianie. Systematycznie, z roku na rok, wzrasta liczba młodych osób podejmujących próby samobójcze. Ze statystyk policji wynika, że w 2012 r. życie odebrało sobie 300 osób przed ukończeniem 18. roku życia, a w było ich już 700. Liczbę nieudanych prób samobójczych wśród małoletnich szacuje się na pięć tysięcy rocznie. PS. Imiona bohaterek Darii i Oli zostały zmienione.
Psychiatria. Jak wygląda wizyta u psychiatry. Strach przed lekarzem psychiatrą nadal jest w wielu osobach bardzo mocno zakorzeniony. Niegdyś powszechne było przekonanie, że jest to lekarz, do którego „zwyczajni” ludzie nie chodzą. Dlatego wizyta u lekarza psychiatry uważana była za stygmatyzującą, a przez to bardzo wstydliwą
Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 16:27 Crish odpowiedział(a) o 16:27 i tak nie obierze bo jest przywiazana do lóżka w specjalnym kaftanie Nigdy nie miałam styczności, ale wydaje mi się, że kategorycznie nie. Dlaczego? Ponieważ to szpital dla osób chorych psychicznie, a takim nie wiadomo, co może przyjść do głowy. versum odpowiedział(a) o 17:28 Ale najczęściej jest to zakazane bo rozmowy zaburzyłyby tok jest napisane, że jest zakaz --> [LINK] ale ludzie twierdzą, że nie jest to przestrzegane. Najlepiej sprawdź w regulaminie szpitala. ana19912 odpowiedział(a) o 06:45 Zalezy gdzie. Raz jak byłam to można było mieć w godzinach a w drugim szpitalu można było mieć telefon cały cza tylko to musiał być telefon bez aparatu Uważasz, że ktoś się myli? lub